Kilka miesięcy temu robiłam serię sesji fotograficznych psów. Przy okazji poznałam bardzo fajny duet. Lis i Ellie. Lis zaadoptowała Ellie ze schroniska w którym pracowała. Ruda sunia rasy wielopsowej okazała się być kochanym stworzeniem uwielbiającym piłkę i smaczki, zabawy i treningi, ale niestety - nie pałającym miłością do innych piesków. Prawdę mówiąc reakcja Ellie na podchodzące do niej innne pieski była bardzo ostra, krótka i konkretna. Byłam na prawdę pod wrażeniem sposobu w jaki z takimi sytuacjami radziła sobie Lis, właścicielka Ellie.
Oczywiście... od razu pomyślałam sobie, że Ellie będzie świetną towarzyszką zabaw dla Tito. Po sesji zdjęciowej zdecydowałam się, zaprosić Lis i Ellie na krótki spacer po naszej okolicy.
Spacer oczywiście na smyczy i w pełni kontrolowany, mający dać obu psom odpowiednio dużo czasu by się zrelaksować i przyzwyczaić do obecności tego drugiego.
To odpowiednio dużo czasu to było... pięć minut w przypadku Tito i Ellie.
Ellie już po chwili zdecydowała się zaprosić Tito do zabawy a kiedy zrobiła charakterystyczny dla takiego zaproszeni ukłon Tito... położył łapę na jej głowie. I ja i Lis skamieniałyśmy. Ale dla Ellie sytuacja była jasna. Uznała Tito za silniejszego, fajniejszego, mądrzejszego, większego... a może po prostu zaczęła z nim słodko flirtować bo Tito zakochał się w niej na amen od pierwszego spaceru.
Kolejne dwa-trzy spacery był już troszkę dłuższe ale wciąż jeszcze na smyczach. Psy jednak komunikowały się wyśmienicie. Unikały konfliktów i wysyłały sobie wyraźne sygnały świadczące o przyjacielskich zamiarach.
Gdy w końcu pozwoliłyśmy się im pobawić - radości miały co nie miara. Zobaczcie sami fotograficzne sprawozdania...
I tak o to Ellie dołączyła do grona psiapsiółek Titozaura.
Notatki o życiu z wilczakiem. Zdjęcia i filmiki i inne sprawy związane z Tito - Tranquilo Tio Tinto Atropa Bella Donna
niedziela, 13 sierpnia 2017
niedziela, 6 sierpnia 2017
Pies Miejski
Chociaz tak to nie wyglada na naszych zdjeciach - Tito jest psem miejskim. Psem, ktory kazdego dnia dnia styka sie z typowymi sprawami wielkiego miasta. Ruch na ulicach, samochody, motocykle, autobusy, karetki. Wciaz towarzysza nam dziwne dzwieki aut. Tajemnicze nowe zapachy prawie na kazdym kroku. Ekscytujace smietniki i fascynujace resztki jedzenia porzucone przy chodniku. Pieknie pachnace punkty z jedzeniem na wynos i przechodnie z torbami pelnymi zakupow.
Masa tych przechodniow nie tylko wgapia sie namolnie w Tito, ale stara sie tez go poglaskac albo w inny sposob z nim przywitac. Bywa to czasem irytujace, czasem zabawne.
Glownie jednak ciesze sie, ze mam takiego obytego psa... chociaz latwo nie bylo, oduczylismy go skakania do twarzy kazdej osoby, ktora na niego spojrzy lub sie do niego odezwie albo zagladania w zakupy sasiadow. Nauczylismy go nawet przechodzic spokojnie kolo jedzenia na wynos czy ignorowania ludzi gwizdzacych i cmokajacych na niego w autobusie. Uwierzcie mi, ostatnia rzecza jakiej pragniecie w zyciu, jest zeby wilczak przywital sie z wami w autobusie pelnym innych podroznych...
Mysle, ze moge z czystym sumieniem powiedziec sobie... praca wykonana.
Dzisiaj, gdy wyszlismy na popoludniowy spacer zaczelam w to watpic. Zapomnialam, ze jest sierpien, miesiac gdy w Edynburgu trwa festiwal, a my zazwyczaj unikamy spacerow w centrum miasta... bo po prostu - za duzo sie wtedy dzieje.
Ale jak tu unikac spacerow w centrum miasta, gdy teraz tam walsnie mieszkamy?
Piec krokow od domu nadzialismy sie na astronaute, w bialym, szeleszczacym kombinezonie. Ulica przejazdzali klauni na tandemie, podzwaniajac dzwoneczkami i pokrzykujac na wszystkich. Za rogiem grupa chorzystow trenowala gardla przed przedstawieniem.
To na ich widok Tito sie troche zaniekpokoil, ale obojetnie przeszedl obok, obsikal krzaczek, obwachal slup a kiedy chorzysci wreszcie zaczeli spiewac - spojrzal na mnie z tym swoim filozoficznym 'ech wy ludzie, jacy wy dziwni jestescie'
Masa tych przechodniow nie tylko wgapia sie namolnie w Tito, ale stara sie tez go poglaskac albo w inny sposob z nim przywitac. Bywa to czasem irytujace, czasem zabawne.
Glownie jednak ciesze sie, ze mam takiego obytego psa... chociaz latwo nie bylo, oduczylismy go skakania do twarzy kazdej osoby, ktora na niego spojrzy lub sie do niego odezwie albo zagladania w zakupy sasiadow. Nauczylismy go nawet przechodzic spokojnie kolo jedzenia na wynos czy ignorowania ludzi gwizdzacych i cmokajacych na niego w autobusie. Uwierzcie mi, ostatnia rzecza jakiej pragniecie w zyciu, jest zeby wilczak przywital sie z wami w autobusie pelnym innych podroznych...
Mysle, ze moge z czystym sumieniem powiedziec sobie... praca wykonana.
Dzisiaj, gdy wyszlismy na popoludniowy spacer zaczelam w to watpic. Zapomnialam, ze jest sierpien, miesiac gdy w Edynburgu trwa festiwal, a my zazwyczaj unikamy spacerow w centrum miasta... bo po prostu - za duzo sie wtedy dzieje.
Ale jak tu unikac spacerow w centrum miasta, gdy teraz tam walsnie mieszkamy?
Piec krokow od domu nadzialismy sie na astronaute, w bialym, szeleszczacym kombinezonie. Ulica przejazdzali klauni na tandemie, podzwaniajac dzwoneczkami i pokrzykujac na wszystkich. Za rogiem grupa chorzystow trenowala gardla przed przedstawieniem.
To na ich widok Tito sie troche zaniekpokoil, ale obojetnie przeszedl obok, obsikal krzaczek, obwachal slup a kiedy chorzysci wreszcie zaczeli spiewac - spojrzal na mnie z tym swoim filozoficznym 'ech wy ludzie, jacy wy dziwni jestescie'
środa, 2 sierpnia 2017
Wielka Gonitwa 2017
Ten maluch z poprzednich wpisów, wiecie, ten cieniutki, malutki, szybciutki whippet Edi... no cóż, nie jest on już taki mały choć do Tito ciągle mu sporo brakuje. Wciąż jest jednak cieniutki i niewiarygodnie szybki.
Co więcej - wie o tym doskonale. Że wilczak go nie dogoni...
Chociaż Tito wyraźnie pokazuje, że to nie jest tak, że on go nie dogoni, to raczej tak, że tak na poważnie to mu się nie chce starać....
Co więcej - wie o tym doskonale. Że wilczak go nie dogoni...
Chociaż Tito wyraźnie pokazuje, że to nie jest tak, że on go nie dogoni, to raczej tak, że tak na poważnie to mu się nie chce starać....
poniedziałek, 31 lipca 2017
Tito i Archie
Wybraliśmy się na spacer z Edzikiem, whippetem, jego panią oraz z Nicolą i jej półtora-rocznym synkiem Archie. Chłopak nauczył się niedawno chodzić (a raczej nie tyle chodzić co od razu biegać) całkiem sam i teraz na potęgę poznaje świat.
Fajnie było zobaczyć, że taki mały bąbel nie boi się wielkiego psa ani trochę. Jeszcze fajniej było zobaczyć, że wielki dziki wilczak łagodnieje przy maluchu i jakby spokojniejszy się robi. Pod czujnym okiem mamy-Nicoli i moim chłopaki nawet pobiegali razem trochę... choć muszę przyznać, że Archie nie był dla Tito zawodnikiem... Co innego super szybki Edzik...
Fajnie było zobaczyć, że taki mały bąbel nie boi się wielkiego psa ani trochę. Jeszcze fajniej było zobaczyć, że wielki dziki wilczak łagodnieje przy maluchu i jakby spokojniejszy się robi. Pod czujnym okiem mamy-Nicoli i moim chłopaki nawet pobiegali razem trochę... choć muszę przyznać, że Archie nie był dla Tito zawodnikiem... Co innego super szybki Edzik...
![]() |
| Archie i Tito w Holyrood Park |
środa, 17 maja 2017
Pies Dobry Obywatel 2
Wczoraj wieczorem Tito zaliczył kolejny egzamin brytyjskiego Kennel Clubu - The Kennel Club Good Citizen Dog Scheme poziom Srebrny. Nie jest to żaden sportowy egzamin, raczej test potwierdzający, że taki to a taki pies posiada wszelkie predyspozycje do życia wśród ludzi.
Pośród zadań które mieliśmy wykonać znajdowały się na przykład takie jak:
vet check czyli typowe obmacywanie jak u weterynarza, "badanie" uszu, oczu, zębów przez obcą osobę
Egzamin Tito zdał bez problemu, w końcu przygotowywaliśmy się do niego całe dwa miesiące!
Pośród zadań które mieliśmy wykonać znajdowały się na przykład takie jak:
vet check czyli typowe obmacywanie jak u weterynarza, "badanie" uszu, oczu, zębów przez obcą osobę
- spacer wzdłuż drogi (na luźnej smyczy)
- zachowanie w samochodzie
- dobre maniery przy jedzeniu (gdy to ludzie jedzą a nie pies!)
- odwołanie od grupy psów
Egzamin Tito zdał bez problemu, w końcu przygotowywaliśmy się do niego całe dwa miesiące!
wtorek, 16 maja 2017
Nosozaurus Wspaniały
Otóż
zdarzyła mi się dzisiaj jedna z tych małych sytuacji, w których
Titozaur kompletnie mnie zadziwił. I umocnił moją wiarę w mojego
super psa.
Zadziwił
mnie swoją umiejętnością współpracy ze mną.
Umocnił
moje przekonanie, że łączy nas jakaś magiczna więź, że on mnie
rozumie, ja jego rozumiem.
I
że nos to ten mój Tito ma wspaniały.
Umówiłam
się ze znajomą i jej suczką na wspólny spacer. Jakoś się tak
umówiłam, że czekałam, czekałam w tym miejscu co zawsze i o tej
samej porze co zawsze... i nikt się nie zjawił.
Mi
nie trzeba dużo, żeby się znudzić czekaniem, po 15 minutach
ruszyliśmy więc na troszeczkę inny niż planowany, miejski spacer.
No
i coś mnie podkusiło - podeszłam kilka kroków w stronę uliczki, w
której zazwyczaj pojawiała się i znikała koleżanka Tito - Lucky.
Rzuciłam: gdzie jest Lucky, szukaj Lucky bardziej jako zachętę do zabawy, niż komendę.
Rzuciłam: gdzie jest Lucky, szukaj Lucky bardziej jako zachętę do zabawy, niż komendę.
Tito
nie trzeba było prosić dwa razy.
Przede
wszystkim ruszył szybkim krokiem do przodu. Kilka razy spuszczał
nos i wodził nim po jakimś murku czy krawędzi chodnika ale przez
większość czasu głowę trzymał wysoko. Raz czy dwa obwąchał
szybko krzaczek. Po przejściu jednej przecznicy zaczął truchtać.
Ale na ruchliwych skrzyżowaniach pewnie podchodził do
świateł i czekał - dość niecierpliwie jak na niego. Obwąchiwał
słupy przy przejściach dla pieszych. Machał ogonem przed wejściem
do jednego czy dwóch sklepów... ale prowadził mnie dalej, z
wyraźną ekscytacją.
Przezliśmy
tak będzie z 500 metrów, trzy duże skrzyżowania, cały spacer
może 5-10 minut.
Na
kolejnym skrzyżowaniu spotkaliśmy moją znajomą, właścicielkę
Lucky.
Okazało
się, że jej dom jest o dwa kroki dalej.
W
tej okolicy mieszkamy od dwóch tygodni, ale akurat tymi uliczkami nie
chodziliśmy jeszcze do tej pory.
Z Lucky spotykamy się raz w tygodniu, z tego co zrozumiałam - przynajmniej 2 razy w tygodniu Lucky przemierza właśnie tą trasę.
Na
naszych codziennych, smyczowych spacerach mój 100% pies co pięć
króków musi pomedytowć nad siuśkami innego pieska. Musi zaznaczyć
teretorium. Niczego takiego nie robił tym razem.
Miał
misję musiał ją wykonać.
I
tak, udało mu się!
Pęcznieję
z dumy.
Podpisano:
Psia Matka.
niedziela, 16 kwietnia 2017
4 urodziny
Jakoś nam to szybko zleciało, tak sobie myślę, teraz.
Mój Titunio nie jest już szczeniaczkiem, rosła z niego bestia... śmiem nawet powiedzieć, że dorosła.
Cztery lata to dla psa tego rozmiaru jakieś 30 i trochę, jeszcze może nie 40 ale już bliżej niż dalej. Tak przynajmniej wynika z tego linka >>>> wiek psa.
Ot, proszę państwa, jesteśmy z Titusiem tak jakby równolatkami.
Wypadałoby się zacząć zachowywać jak na ten zacny wiek przystało.
Wszystkiego najlepszego dla Miotu Te!
Mój Titunio nie jest już szczeniaczkiem, rosła z niego bestia... śmiem nawet powiedzieć, że dorosła.
Cztery lata to dla psa tego rozmiaru jakieś 30 i trochę, jeszcze może nie 40 ale już bliżej niż dalej. Tak przynajmniej wynika z tego linka >>>> wiek psa.
Ot, proszę państwa, jesteśmy z Titusiem tak jakby równolatkami.
Wypadałoby się zacząć zachowywać jak na ten zacny wiek przystało.
![]() |
| 13 tygodni kontra 208 tygodni... |
Wszystkiego najlepszego dla Miotu Te!
niedziela, 9 kwietnia 2017
wtorek, 28 lutego 2017
Pies dobry obywatel
Zdaliśmy dziś nasz pierwszy egzamin - oficjalnie można się już do Tito zwracać nie tylko Dobry Pies ale i Dobry Obywatel!
A to dzięki Gosi z Dogs & the City.
środa, 1 lutego 2017
Pettycure Bay
Bardzo niewiele do szczęścia potrzeba. Trochę wody, trochę piasku, trochę słońca. Żeby trochę wiało i żeby trochę przestrzeni było, co by polatać można. Czyli wyprawa na dwa psy i jednego kajta. Pettycure Bay w czasie odpływu to spacerowy raj. Ledwo kawałek drogi za miastem... W drodze powrotnej Edi i Tito słodko chrapały ze zmęczenia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






























