wtorek, 16 maja 2017

Nosozaurus Wspaniały

Otóż zdarzyła mi się dzisiaj jedna z tych małych sytuacji, w których Titozaur kompletnie mnie zadziwił. I umocnił moją wiarę w mojego super psa.

Zadziwił mnie swoją umiejętnością współpracy ze mną.
Umocnił moje przekonanie, że łączy nas jakaś magiczna więź, że on mnie rozumie, ja jego rozumiem.
I że nos to ten mój Tito ma wspaniały.

Umówiłam się ze znajomą i jej suczką na wspólny spacer. Jakoś się tak umówiłam, że czekałam, czekałam w tym miejscu co zawsze i o tej samej porze co zawsze... i nikt się nie zjawił.
Mi nie trzeba dużo, żeby się znudzić czekaniem, po 15 minutach ruszyliśmy więc na troszeczkę inny niż planowany, miejski spacer.
No i coś mnie podkusiło - podeszłam kilka kroków w stronę uliczki, w której zazwyczaj pojawiała się i znikała koleżanka Tito - Lucky.
Rzuciłam: gdzie jest Lucky, szukaj Lucky bardziej jako zachętę do zabawy, niż komendę.
Tito nie trzeba było prosić dwa razy.

Przede wszystkim ruszył szybkim krokiem do przodu. Kilka razy spuszczał nos i wodził nim po jakimś murku czy krawędzi chodnika ale przez większość czasu głowę trzymał wysoko. Raz czy dwa obwąchał szybko krzaczek. Po przejściu jednej przecznicy zaczął truchtać. Ale na ruchliwych skrzyżowaniach pewnie podchodził do świateł i czekał - dość niecierpliwie jak na niego. Obwąchiwał słupy przy przejściach dla pieszych. Machał ogonem przed wejściem do jednego czy dwóch sklepów... ale prowadził mnie dalej, z wyraźną ekscytacją.
Przezliśmy tak będzie z 500 metrów, trzy duże skrzyżowania, cały spacer może 5-10 minut.
Na kolejnym skrzyżowaniu spotkaliśmy moją znajomą, właścicielkę Lucky.
Okazało się, że jej dom jest o dwa kroki dalej.

W tej okolicy mieszkamy od dwóch tygodni, ale akurat tymi uliczkami nie chodziliśmy jeszcze do tej pory.

Z Lucky spotykamy się raz w tygodniu, z tego co zrozumiałam - przynajmniej 2 razy w tygodniu Lucky przemierza właśnie tą trasę.
Na naszych codziennych, smyczowych spacerach mój 100% pies co pięć króków musi pomedytowć nad siuśkami innego pieska. Musi zaznaczyć teretorium. Niczego takiego nie robił tym razem.

Miał misję musiał ją wykonać.
I tak, udało mu się!
Pęcznieję z dumy.
Podpisano: Psia Matka.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

obraźliwe komentarze będą usuwane