A że uczymy się wciąż - ja uczę się Tita, Tito uczy się nowych sztuczek i komend - oto garść zdjęć z wczorajszych zajęć u Gosi z Dogs & the City, wszystkie poniższe zdjęcia zrobione zostały przez Nicolę, która towarzyszyła nam również na spacerze... Dziękujemy :)
Oraz bonusowe zdjęcie spacerowe, czyli wilczakowe buziaczki
Notatki o życiu z wilczakiem. Zdjęcia i filmiki i inne sprawy związane z Tito - Tranquilo Tio Tinto Atropa Bella Donna
środa, 29 kwietnia 2015
środa, 22 kwietnia 2015
Tito the model
Dużo łatwiej mi robić zdjęcia niż pisać, ostatnimi czasy... Jak to ktoś powiedział, wilczaki uczą pokory, zanim więc zacznę opowiadać więcej o moim łobuzie, muszę lepiej go poznać, siebie poznać, nauczyć się jeszcze o rasie, o psach jako takich... Dlatego dzisiaj będzie zdjęciowo i ... trochę nietypowo.
Tym razem to nie Titozaur był moim modelem, tylko Jana, moja dobra kumpela, Czeszka-cioteczka Titowa, która Tita zna od dawna, od szczeniaka, Tito mocno ją kocha i miłość swoją równie mocno okazuje... Tym razem jednak bombardował prawie każde zdjęcie które próbowałam zrobić Janeczce. Powstała z tego taka o to mini sesja:
Oraz zdjęcie bonusowe, mały backstage czyli przerwa w sesji zdjęciowej, luzblues i relaks na maksa... Takie słoneczne dni w Edynburgu nieczęsto się zdarzają
Tym razem to nie Titozaur był moim modelem, tylko Jana, moja dobra kumpela, Czeszka-cioteczka Titowa, która Tita zna od dawna, od szczeniaka, Tito mocno ją kocha i miłość swoją równie mocno okazuje... Tym razem jednak bombardował prawie każde zdjęcie które próbowałam zrobić Janeczce. Powstała z tego taka o to mini sesja:
![]() |
| Przed sesją - Tito i Jana |
![]() |
| Nasze ulubione spacerowe miejsce Artur's Seat |
![]() |
| Wilczak i panna, z widokiem na Old Town i Edinburgh Castle |
![]() |
| Prawie jak na Dachu Świata. |
![]() |
| Widać, że to pies na baby... mega w Jańci zakochany ;) |
![]() |
| Wiosna w Szkocji (fot. Jana) |
czwartek, 16 kwietnia 2015
Drugie urodziny
Zaraz, zaraz, jak to, już połowa kwietnia minęła?? A Tito-bandito skończył dwa lata!
I jakoś to nam szybko zleciało, nagle się okazało, że mój mały szczeniaczek już jest dużym basiorem... co prawda fiu bździu jeszcze mu w głowie - smaczki, piłeczki i zabawy głównie, ale też jego zachowanie zaczęło się zmieniać pod pewnymi względami - o tym w innym poście może, tym czasem kilka zdjęć "urodzinowych" ;)
Braciszkom i siostrzyczkom z miotu T życzymy wszystkiego naj :)
![]() |
| "Duży urosłem, taki ze mnie przystojny obwarzanek..." |
![]() |
| "...zęby też mam spore..." |
![]() |
| "a panny na mój widok szaleją..." |
![]() |
| "ale ja jestem wrażliwym chłopakiem, najbardziej na świecie kocham mordować pluszaki!" |
niedziela, 12 kwietnia 2015
Wakacje na północy
Poniosło nas znów na północ, do Inverness, nad Loch Ness i do naszego ulubionego Foyers... Pogoda była raczej nieprzyjazna, więc dużo czasu spędziliśmy szukając ciepłego pubu by się osuszyć i ogrzać... Inverness niestety nie przypomina pod tym względem Edynburga. Znaleźliśmy tylko jedno miejsce z naklejką "dugs welcome", Clachnaharry Inn, trzeba za to przyznać, że było to miejsce wyśmienite. Świetne lokalne piwa, doskonałe jedzenie, ogień w kominku... czyli to, czego wędrowcom potrzeba najbardziej...
Prócz tego udało nam się wpaść na drinka czy herbatę do kilku małych pubów, gdzie "stali bywalcy" zachwycali się Titozaurem, no bo kto to widział, żeby taki wilk, tak grzecznie w obcym miejscu...
Zmęczony wilczak to grzeczny wilczak, a nasze wypady zawsze są intensywne.
Czas spędzony w pociągach, hotelach, w autobusach, w nowych miejscach... pozornie spokojny, oznacza jednak, że psie zmysły non stop pracują. Nos niuszy, uszy nasłuchują, oczy śledzą... a główka pracuje, mózg przetwarza nowe informacje. Seba, który przez tydzień towarzyszył nam w naszych podróżach, powiedział mi, że słyszał swego czasu o takim porównaniu - dla psa przejażdżka samochodem czy wycieczka do centrum miasta jest podobnym doświadczeniem jak dla człowieka przeczytanie książki... Strasznie spodobało mi się to określenie :)
No więc zobaczcie jakież to "książki" Titozaur "przeczytał"...
Wycieczki pociągami przeplatane wizytami w barach i innych dziwnych miejscach i długimi spacerami po mieście i po mniej zaludnionych okolicach...
Wilczak po wyjazdach, po urlopach i po tych wszystkich przeczytanych książkach zasługuje oczywiście na chwilkę relaksu
![]() |
| Zmęczony wilczak w Clachnaharry Inn, Inverness |
Zmęczony wilczak to grzeczny wilczak, a nasze wypady zawsze są intensywne.
| Herbatka w Nellie Deans, Inverness |
| Blackfriars Highland Pub, Inverness |
No więc zobaczcie jakież to "książki" Titozaur "przeczytał"...
| Z Mariuszem. Na stacji kolejowej w Inverness |
| W podróży, pies który jeździ koleją. |
![]() |
| To moja miejscówka (fot. Mariusz) |
![]() |
| Nie ma to jak pospać na nodze u mamy (fot. Mariusz) |
![]() |
| Jedna z najbardziej znanych księgarni na Wyspach, niestety zakaz wejścia dla psów, nawet tych oczytanych ;) (fot. Seba) |
![]() |
| Spacer nad rzeką Ness, z mamą i ciotką Ami (fot. Seba) |
![]() |
| Wilczak z Loch Ness (fot. Seba) |
![]() |
| Spacer po lesie w okolicy Foyers (fot. Mariusz) |
![]() |
| Kolejna wizyta w Falls of Foyers (fot. Mariusz) |
![]() |
| I wędrówki po lesie nad Loch Ness |
| Ej no, wycieczka, nie ociągać się! |
![]() |
| Ten tu wilczak wygląda na bardzo zadowolonego... (fot. Mariusz) |
niedziela, 29 marca 2015
Arthur's Seat i okolice
Mamy to szczęście, że w centrum miasta wyrosła sobie góra. A właściwie trzy czy cztery wzgórza, otoczne kilkoma jeziorkami, parkiem Holyrood. Największe z tych wzgórz, "tron Króla Artura" to tak na prawdę nic wielkiego, ot 250 m. n.p.m., nic przerażającego, ale można trochę pobiegać, powęszyć, poszaleć. Są tam króliki, ptaki, zdarzają się wycieczki, pikniki czy spotkania psiarzy... Idealne miejsce na długie spacery. Na zdjęciach niżej znana wam już banda - wilczak Tito, husky Rysiek, akita Rocky i rudzielec Loki czyli akita x owczarek niemiecki...
sobota, 28 marca 2015
Tito i Mia
Mia, ukochany staffik Tito jest wam znana nie od dziś... Niestety, ostatnio spotykamy się bardzo, bardzo rzadko, gdyż Mia... cóż, Mia jest na chorobowym. Najpierw złamany paluch, potem zakażenie, potem dalsze problemy ze stawami - które chyba nigdy nie były całkiem zdrowe... Taki mały pies, tyle szaleńczej energii i tyle, tyle bólu :(
A jak Mia miała się lepiej - to Tito z kolei miał problemy z łapą - przykry ropień o którym pisałam jakiś czas temu musiał być operowany, potem nie chciał się goić, jak się wreszcie zagoił... ni stąd ni z owąd odnowił się i wilczak znów na antybiotyku i w bandażach...
Na pocieszenie i z życzeniami zdrowia dla obu psiaków kilka zdjęć z wiosennego spaceru po polach i bagnach...
A jak Mia miała się lepiej - to Tito z kolei miał problemy z łapą - przykry ropień o którym pisałam jakiś czas temu musiał być operowany, potem nie chciał się goić, jak się wreszcie zagoił... ni stąd ni z owąd odnowił się i wilczak znów na antybiotyku i w bandażach...
Na pocieszenie i z życzeniami zdrowia dla obu psiaków kilka zdjęć z wiosennego spaceru po polach i bagnach...
sobota, 21 marca 2015
Pamiętliwy wilczak
Jedną ze spraw, na którą zwróciłam uwagę, od czasu pobytu w Polsce jest... pamięć psa.
Nie wiem, czy ktoś już przeprowadził na ten temat badania (jeśli tak to proszę o informacje!). Ja sama swego czasu czytałam artykuł, którego autor twierdził, iż psy nie pamiętają. Nie wiedzą co to przeszłość i żyją wiecznie teraźniejszością.
Brzmi to bardzo zen, ale... ale chyba nie bardzo sprawdza się w przypadku mojego wilczaka.
W trakcie pobytu w Polsce okazało się, że całkiem z niego... pamiętliwy chłopak.
Tito rozpoznał właściwie każdego psa, którego spotkał przed wyjazdem z Polski. Widać było wyraźnie różnicę w jego zachowaniu.
Relacje Tito-prawie-dojrzałego-samca z innymi psami nie należą do najłatwiejszych. Titozaur bywa... no, powiedzmy to sobie szczerze, burkliwy a czasem i napastliwy w stosunku do innych psów.
Nawet jeśli ma dobre zamiary i chce się bawić - najpierw musi przetarzać innego psiaka po glebie, pokazać mu, kto jest szefem, tu uszczypnąć, tam podgryźć.
Ot, wilczak.
A jednak ponowne spotkanie z psami, które poznał w okresie szczenięctwa wyglądało zupełnie inaczej.
Pisałam już wcześniej o wspólnej podróży z Blanką, amerykańskim bulldogiem którego Tito poznał prawie rok wcześniej. Psiaki spotkały się dwa razy, chwilę pobawiły, poszły na spacer. A potem nagle spotkały się znowu, w zupełnie obcym miejscu, w środku nocy, w dziwnie nerwowych okolicznościach.
I co?
Otóż nic. Nic się nie stało.
Radość z ponownego spotkania była wielka. Tito w stosunku do Blanki zachowywał się jak prawdziwy dżentelmen. Nie było podgryzania, tylko czułe buziaczki i wspólne przytulanki na tylnym siedzeniu auta.
Drugim psem, z którym Tito spotkał się po długiej, długiej przerwie, była Mia, czyli mój ulubiony border collie, cudny pies, którego znam od czasów pluszowej kulki.
Mia jest świetnie wychowanym borderem, ale... ale no właśnie, jest borderem. Nie jest wcale łatwym pieskiem. Jeśli chodzi o relacje z innymi psami potrafi być z niej niezła sucz.
Raczej na dystans z nią trzeba.
Tito do tego typu psów podchodzi na pełnym gazie. Co, zadyma? Chcesz się bić, chcesz się bić? No to hadża i do przodu! ... tymczasem z Mią czekała nas niespodzianka.
Podobnie jak przy pierwszym spotkaniu Mia nie była zainteresowana wspólnymi zabawami z wilczakiem. Natomiast Tito bardzo, bardzo się starał. Zapraszał ją ciągle do zabawy, ładnie wąchał te same źdźebełka trawy na wspólnych - smyczowych - spacerach, grzecznie się bawił "osobono", bez chamskiego wbijania w suczkę... był też jak najbardziej odwoływalny, gdy ganiał luzem. No i - przede wszystkim - cudownie odczytywał sygnały ostrzegawcze, które wysyłała Mia.
Gdy wreszcie pękły lody między nimi - oba psiaki zaczęły się ze sobą ładnie bawić.
Podobnie wyglądało przywitanie z innym poznanym w dzieciństwie borderem.
Joker, który nie przepada za większymi psami został nie tylko rozpoznany ale też radośnie przywitany. Tito był wręcz zdesperowany by się z nim pobawić, ale równocześnie zachowywał wymagany dystans.
Najwięcej Titowej miłości dostał jednak wilczak... wujek Lunek, którego Tito często spotykał przed wyjazdem z Polski. Wiedział, że wujkowi należy sprzedać kilka buziaczków i pokazać w miarę szybko podbrzusze. To chyba na wypadek, gdyby Lunek Titka nie pamiętał. Przyznam szczerze, że wyglądało to jak scena z filmu przyrodniczego o wilkach.
Również pamięć miejsc i ludzi - zaskakująco dobra, nawet kota któremu kiedyś Tito gonił kota przywitał w stylu "o stary, co tam u ciebie słychać, kopę lat chłopaku..."
Nie wiem, czy ktoś już przeprowadził na ten temat badania (jeśli tak to proszę o informacje!). Ja sama swego czasu czytałam artykuł, którego autor twierdził, iż psy nie pamiętają. Nie wiedzą co to przeszłość i żyją wiecznie teraźniejszością.
Brzmi to bardzo zen, ale... ale chyba nie bardzo sprawdza się w przypadku mojego wilczaka.
W trakcie pobytu w Polsce okazało się, że całkiem z niego... pamiętliwy chłopak.
Tito rozpoznał właściwie każdego psa, którego spotkał przed wyjazdem z Polski. Widać było wyraźnie różnicę w jego zachowaniu.
Relacje Tito-prawie-dojrzałego-samca z innymi psami nie należą do najłatwiejszych. Titozaur bywa... no, powiedzmy to sobie szczerze, burkliwy a czasem i napastliwy w stosunku do innych psów.
Nawet jeśli ma dobre zamiary i chce się bawić - najpierw musi przetarzać innego psiaka po glebie, pokazać mu, kto jest szefem, tu uszczypnąć, tam podgryźć.
Ot, wilczak.
A jednak ponowne spotkanie z psami, które poznał w okresie szczenięctwa wyglądało zupełnie inaczej.
Pisałam już wcześniej o wspólnej podróży z Blanką, amerykańskim bulldogiem którego Tito poznał prawie rok wcześniej. Psiaki spotkały się dwa razy, chwilę pobawiły, poszły na spacer. A potem nagle spotkały się znowu, w zupełnie obcym miejscu, w środku nocy, w dziwnie nerwowych okolicznościach.
I co?
Otóż nic. Nic się nie stało.
Radość z ponownego spotkania była wielka. Tito w stosunku do Blanki zachowywał się jak prawdziwy dżentelmen. Nie było podgryzania, tylko czułe buziaczki i wspólne przytulanki na tylnym siedzeniu auta.
Drugim psem, z którym Tito spotkał się po długiej, długiej przerwie, była Mia, czyli mój ulubiony border collie, cudny pies, którego znam od czasów pluszowej kulki.
Mia jest świetnie wychowanym borderem, ale... ale no właśnie, jest borderem. Nie jest wcale łatwym pieskiem. Jeśli chodzi o relacje z innymi psami potrafi być z niej niezła sucz.
Raczej na dystans z nią trzeba.
Tito do tego typu psów podchodzi na pełnym gazie. Co, zadyma? Chcesz się bić, chcesz się bić? No to hadża i do przodu! ... tymczasem z Mią czekała nas niespodzianka.
Podobnie jak przy pierwszym spotkaniu Mia nie była zainteresowana wspólnymi zabawami z wilczakiem. Natomiast Tito bardzo, bardzo się starał. Zapraszał ją ciągle do zabawy, ładnie wąchał te same źdźebełka trawy na wspólnych - smyczowych - spacerach, grzecznie się bawił "osobono", bez chamskiego wbijania w suczkę... był też jak najbardziej odwoływalny, gdy ganiał luzem. No i - przede wszystkim - cudownie odczytywał sygnały ostrzegawcze, które wysyłała Mia.
Gdy wreszcie pękły lody między nimi - oba psiaki zaczęły się ze sobą ładnie bawić.
Podobnie wyglądało przywitanie z innym poznanym w dzieciństwie borderem.
Joker, który nie przepada za większymi psami został nie tylko rozpoznany ale też radośnie przywitany. Tito był wręcz zdesperowany by się z nim pobawić, ale równocześnie zachowywał wymagany dystans.
Najwięcej Titowej miłości dostał jednak wilczak... wujek Lunek, którego Tito często spotykał przed wyjazdem z Polski. Wiedział, że wujkowi należy sprzedać kilka buziaczków i pokazać w miarę szybko podbrzusze. To chyba na wypadek, gdyby Lunek Titka nie pamiętał. Przyznam szczerze, że wyglądało to jak scena z filmu przyrodniczego o wilkach.
Również pamięć miejsc i ludzi - zaskakująco dobra, nawet kota któremu kiedyś Tito gonił kota przywitał w stylu "o stary, co tam u ciebie słychać, kopę lat chłopaku..."
Subskrybuj:
Posty (Atom)














































