Kilkanaście
lat temu żyłam trochę innym życiem, w innym mieście, w innym
kraju i tak dalej. Miałam wtedy trzy koty. Miałam też taką małą
przyjaciółkę - może czteroletnią - Marysię.
Wiecie
pewnie jakie są dzieciaki. Widzą rzeczy i potrafią je nazywać po
imieniu. Otóż Marysia gdy przychodziła do nas w odwiedziny zawsze
się cieszyła, że idzie do tej cioci co to mieszka u kotów.
Trudno mi
inaczej myśleć o sobie teraz. Nie umiem powiedzieć: jestem
właścicielką wilczaka. Nie czuję tego tak i nie wydaje mi się,
że Tito do mnie należy. Nie jestem też przewodnikiem psa, bo - co
tu ukrywać - ze mną jako z przewodnikiem to można tylko na manowce
iść.
Więc
myślę sobie, że mieszkam z psem. Może nawet mieszkam u psa, bo mu
sprzątam, karmię go, zabawiam, szkolę a czasem traktuję jak
wielmożnego księcia pana.
Wilczaki
nie są łatwymi pieskami, ja też nie jestem łatwym człowiekiem...
I jakoś tak to jest, czasem ciężko, czasem pod górkę, czasem w
pocie i brudzie. Życie z trudnym psem oznacza przede wszystkim pracę
- nad nim, nad sobą, nad innymi ludźmi też.
Praca ta
bywa męcząca, bywa też niezwykle satysfakcjonująca. Uczymy się
od siebie nawzajem, budujemy określoną relację (od pana wrednego
księciunia do ukochanego piesiunia), rozwijamy się i zmieniamy.
Tak,
trzeba to sobie przyznać: to życie z psem zmieniło mnie bardzo.
Jestem kimś innym niż byłam trzy lata temu.
Moi
znajomi, którzy tak jak ja - żyją z wilczakami, często
powtarzają, że psy te uczą pokory.
Ja ze
swojej strony dodam, że uczą też cierpliwości, wyrozumiałości i
spostrzegawczości. Wyrabiają również refleks i poprawiają
koordynację ruchową (zapytajcie naszej trenerki ;) ).
Czasem
ludzie mnie pytają jak to jest z tą rasą, czy agresywne, czy
wołane wracają, czy trzeba karmić surowym mięsem i czy fajne do
mieszkania, czy raczej na wieś pod lasem.
Nie wiem
jak to jest, nie znam się na rasie, nie znam się w ogóle za bardzo
na psach. Znam tylko - jako tako - swojego Titozaura.
No więc jak to jest? Trochę taka nierówna gra.
Zasady są
proste:
- jeśli
zauważysz problem zanim zauważy go twój pies - punkt dla ciebie.
- jeśli
zareagujesz na problem zanim zareaguje twój pies - punkt dla ciebie.
- jeśli
jesteś w stanie przekonać swojego psa by zrobił to co ty chcesz a
nie to co się księciu panu podoba - punkt dla ciebie. Wygrywasz.
Pamiętaj
jednak: ty wygrywasz, ale to twój pies zdobywa nagrodę.
Jakikolwiek
punkt zdobyty przez twojego psa, resetuje wszystkie punkty, które
już masz.
Fakt, że
wygrywasz w jednej rundzie, nie oznacza wcale, że wygrasz w
następnej. W następnej rundzie też startujesz od zera. Masz tylko
lepsze "morale". Morale psa generalnie się nie zmienia.
Dzisiaj
poszliśmy sobie na spacer nad morze. Było fajnie. Plaża pusta,
spokojna, Tito się wyszalał. Na powrocie spotkaliśmy trochę
piesków po drodze i jednego króliczka. Oczywiście, graliśmy jak
zawsze.
Runda nr
1.
Spacer
luzem. Tito węszy w krzakach. Zza zakrętu ścieżki, 10m przed
nami wyłania się spacerowicz. Ma coś w ręce. Być może smycz.
Tito węszy dalej. Punkt dla mnie, za spostrzegawczość.
Odwołuję
psa. Tito przybiega. Punkt dla mnie za szybkość reakcji.
Zapinam
smycz, wydaję komendę siad, Tito siada przy nodze i grzecznie czeka
na rozwój sytuacji. Punkt dla mnie.
Zza
zakrętu wychodzi pies. Razem z właścicielem zbliżają się do
nas. Tito siedzi przy nodze. Punkt dla mnie za zachowanie spokoju i
za cierpliwość.
Zwracam
się do przechodnia, by odwołał od nas swojego psa. Tito wciąż
skupiony na mnie, mimo, że piesek się zbliża. Znów dostaję
punkt, bo chociaż skierowałam swoją uwagę na coś innego, Tito
nie złamał komendy.
Tito
wybiera pozostanie pod komendą niż zainteresowanie mijającym nas psem. Punkt dla mnie, wygrywam... a Tito dostaje nagrodę.
Runda nr
2.
Taka sama
sytuacja z innym pieskiem.
Zarobiłam
już punkty za spostrzegawczość, za refleks, za spokój,
cierpliwość i stalową wolę... Niestety piesek innego właściciela
jest bardzo przyjazny i nie ma odwołania. Tito pozwala mu się
obwąchać, ale nie łamie komendy. Punkt dla mnie, za żelazne
majty. Wygrywam, Tito dostaje nagrodę.
Runda nr
... 5, może 6, trochę tych psów było po drodze.
Zarobiłam
już 299173 punktów za wszystko co zrobiłam i co zrobił Tito dla
mnie. Niestety kolejny przyjazny piesek spotkany na spacerowym szlaku
Titowi się nie podoba. Pańcia od nowego pieska nie zna zasad gry i
nie wie, że właśnie straciła wszystkie swoje punkty pozwalając
mu podejść do nas mimo, że usunęłam się im z drogi i grzecznie
ją prosiłam o zabranie psiaka.
Tito
postanawia się poburać, na szczęście jest na smyczy, więc nie ma
dramatu, piesiu ucieka gdzie pieprz rośnie, pańcia nas wyzywa od
ostatnich, wiadomo jaki pies taki właściciel, moje punkty się
zerują a morale idą się jebać. Tito wygrywa.
Runda z
króliczkiem.
Jak
poprzednio, spacer luzem, pustkowie totalne, idziemy poboczem drogi,
nikt tu nie jeździ, nikt tu nie bywa, widzę na kilometr w tą i w
tamtą. Tito węszy w trawie. Wyciągam telefon i odpisuję na
esemesa.
Tracę
punkt za spostrzegawczość. Tito znajduje coś na poboczu i informuje
mnie o tym szaleńczym machaniem ogona.
Przy drodze
leży mały martwy króliczek. Martwy od bardzo niedawna, godzinę
wcześniej, gdy przechodziliśmy tamtędy w drodze na plażę -
jeszcze go nie było.
Rzucam
zostaw ale jest już za późno to Tito zdobywa punkt i automatycznie wygrywa.
Łapie królika w paszczę w tym samym momencie, gdy ja łapię go od
dupy strony (jest remis jeśli chodzi o szybkość reakcji, ale
przecież każdy punkt zdobyty przez mojego psa... czyli w sumie -
przegrywam). Wiem już, że nie zadziała komenda stój, bo pies jest
gotowy do szaleńczego biegu z łupem w mordzie. No to go trzymam,
tyle się już nauczyłam, trzymam go, bo przecież, nie będę za nim
po polu ganiać i ryczeć wróć, do mnie, stój skoro i tak wiem, że
nie zadziała. Nie zadziała bo jest króliczek, mały martwy
króliczek. Zapinam smycz, nie próbuję nawet komendy wypluj, bo już
przegrałam. Pozamiatane.
Moment w
którym wyjmuję małego, martwego króliczka z zębów Titozaura to
moment, w którym uświadamiam sobie, że przegrałam, gdy tylko
wyjęłam telefon z kieszeni.
 |
| Tito i mały martwy króliczek. |
No i co?
No i punkty mam na zero, morale poszły się jebać i idziemy dalej.
Runda z króliczkiem część druga
Ale Tito iść nie chce... Tylko królik i królik!
Więc muszę się wykazać jakąś inicjatywą i kreatywnością. Pokazać mu, że pójść ze mną to lepszy pomysł, niż zostać... Robimy kilka prostych ćwiczeń, w tą i w tamtą, wreszcie siad i czekaj przy króliku, punkty dla mnie lecą, ale wyciągam telefon, żeby zrobić zdjęcie, a jak ostatnio wyciągam telefon to przegrywam... Więc szybkie cyk, idziemy dalej, wygrywam, Tito dostaje nagrodę, a widmo króliczka z czasem słabnie...
Tak to
właśnie jest, żyć z wilczakiem, jakby się ktoś pytał.