niedziela, 20 marca 2016

Z notatnika psiarza

Kilkanaście lat temu żyłam trochę innym życiem, w innym mieście, w innym kraju i tak dalej. Miałam wtedy trzy koty. Miałam też taką małą przyjaciółkę - może czteroletnią - Marysię.
Wiecie pewnie jakie są dzieciaki. Widzą rzeczy i potrafią je nazywać po imieniu. Otóż Marysia gdy przychodziła do nas w odwiedziny zawsze się cieszyła, że idzie do tej cioci co to mieszka u kotów.

Trudno mi inaczej myśleć o sobie teraz. Nie umiem powiedzieć: jestem właścicielką wilczaka. Nie czuję tego tak i nie wydaje mi się, że Tito do mnie należy. Nie jestem też przewodnikiem psa, bo - co tu ukrywać - ze mną jako z przewodnikiem to można tylko na manowce iść.
Więc myślę sobie, że mieszkam z psem. Może nawet mieszkam u psa, bo mu sprzątam, karmię go, zabawiam, szkolę a czasem traktuję jak wielmożnego księcia pana.

Wilczaki nie są łatwymi pieskami, ja też nie jestem łatwym człowiekiem... I jakoś tak to jest, czasem ciężko, czasem pod górkę, czasem w pocie i brudzie. Życie z trudnym psem oznacza przede wszystkim pracę - nad nim, nad sobą, nad innymi ludźmi też.
Praca ta bywa męcząca, bywa też niezwykle satysfakcjonująca. Uczymy się od siebie nawzajem, budujemy określoną relację (od pana wrednego księciunia do ukochanego piesiunia), rozwijamy się i zmieniamy.

Tak, trzeba to sobie przyznać: to życie z psem zmieniło mnie bardzo. Jestem kimś innym niż byłam trzy lata temu.
Moi znajomi, którzy tak jak ja - żyją z wilczakami, często powtarzają, że psy te uczą pokory.
Ja ze swojej strony dodam, że uczą też cierpliwości, wyrozumiałości i spostrzegawczości. Wyrabiają również refleks i poprawiają koordynację ruchową (zapytajcie naszej trenerki ;) ).
Czasem ludzie mnie pytają jak to jest z tą rasą, czy agresywne, czy wołane wracają, czy trzeba karmić surowym mięsem i czy fajne do mieszkania, czy raczej na wieś pod lasem.
Nie wiem jak to jest, nie znam się na rasie, nie znam się w ogóle za bardzo na psach. Znam tylko - jako tako - swojego Titozaura.

No więc jak to jest? Trochę taka nierówna gra.

Zasady są proste:
- jeśli zauważysz problem zanim zauważy go twój pies - punkt dla ciebie.
- jeśli zareagujesz na problem zanim zareaguje twój pies - punkt dla ciebie.
- jeśli jesteś w stanie przekonać swojego psa by zrobił to co ty chcesz a nie to co się księciu panu podoba - punkt dla ciebie. Wygrywasz.
Pamiętaj jednak: ty wygrywasz, ale to twój pies zdobywa nagrodę.
Jakikolwiek punkt zdobyty przez twojego psa, resetuje wszystkie punkty, które już masz.
Fakt, że wygrywasz w jednej rundzie, nie oznacza wcale, że wygrasz w następnej. W następnej rundzie też startujesz od zera. Masz tylko lepsze "morale". Morale psa generalnie się nie zmienia.

Dzisiaj poszliśmy sobie na spacer nad morze. Było fajnie. Plaża pusta, spokojna, Tito się wyszalał. Na powrocie  spotkaliśmy trochę piesków po drodze i jednego króliczka. Oczywiście, graliśmy jak zawsze.

Runda nr 1.
Spacer luzem. Tito węszy w krzakach. Zza zakrętu ścieżki, 10m przed nami wyłania się spacerowicz. Ma coś w ręce. Być może smycz. Tito węszy dalej. Punkt dla mnie, za spostrzegawczość.
Odwołuję psa. Tito przybiega. Punkt dla mnie za szybkość reakcji.
Zapinam smycz, wydaję komendę siad, Tito siada przy nodze i grzecznie czeka na rozwój sytuacji. Punkt dla mnie.
Zza zakrętu wychodzi pies. Razem z właścicielem zbliżają się do nas. Tito siedzi przy nodze. Punkt dla mnie za zachowanie spokoju i za cierpliwość.
Zwracam się do przechodnia, by odwołał od nas swojego psa. Tito wciąż skupiony na mnie, mimo, że piesek się zbliża. Znów dostaję punkt, bo chociaż skierowałam swoją uwagę na coś innego, Tito nie złamał komendy.
Tito wybiera pozostanie pod komendą niż zainteresowanie mijającym nas psem. Punkt dla mnie, wygrywam... a Tito dostaje nagrodę.

Runda nr 2.
Taka sama sytuacja z innym pieskiem.
Zarobiłam już punkty za spostrzegawczość, za refleks, za spokój, cierpliwość i stalową wolę... Niestety piesek innego właściciela jest bardzo przyjazny i nie ma odwołania. Tito pozwala mu się obwąchać, ale nie łamie komendy. Punkt dla mnie, za żelazne majty. Wygrywam, Tito dostaje nagrodę.

Runda nr ... 5, może 6, trochę tych psów było po drodze.
Zarobiłam już 299173 punktów za wszystko co zrobiłam i co zrobił Tito dla mnie. Niestety kolejny przyjazny piesek spotkany na spacerowym szlaku Titowi się nie podoba. Pańcia od nowego pieska nie zna zasad gry i nie wie, że właśnie straciła wszystkie swoje punkty pozwalając mu podejść do nas mimo, że usunęłam się im z drogi i grzecznie ją prosiłam o zabranie psiaka.
Tito postanawia się poburać, na szczęście jest na smyczy, więc nie ma dramatu, piesiu ucieka gdzie pieprz rośnie, pańcia nas wyzywa od ostatnich, wiadomo jaki pies taki właściciel, moje punkty się zerują a morale idą się jebać. Tito wygrywa.

Runda z króliczkiem.
Jak poprzednio, spacer luzem, pustkowie totalne, idziemy poboczem drogi, nikt tu nie jeździ, nikt tu nie bywa, widzę na kilometr w tą i w tamtą. Tito węszy w trawie. Wyciągam telefon i odpisuję na esemesa.
Tracę punkt za spostrzegawczość. Tito znajduje coś na poboczu i informuje mnie o tym szaleńczym machaniem ogona.
Przy drodze leży mały martwy króliczek. Martwy od bardzo niedawna, godzinę wcześniej, gdy przechodziliśmy tamtędy w drodze na plażę - jeszcze go nie było.
Rzucam zostaw ale jest już za późno to Tito zdobywa punkt i automatycznie wygrywa. Łapie królika w paszczę w tym samym momencie, gdy ja łapię go od dupy strony (jest remis jeśli chodzi o szybkość reakcji, ale przecież każdy punkt zdobyty przez mojego psa... czyli w sumie - przegrywam). Wiem już, że nie zadziała komenda stój, bo pies jest gotowy do szaleńczego biegu z łupem w mordzie. No to go trzymam, tyle się już nauczyłam, trzymam go, bo przecież, nie będę za nim po polu ganiać i ryczeć wróć, do mnie, stój skoro i tak wiem, że nie zadziała. Nie zadziała bo jest króliczek, mały martwy króliczek. Zapinam smycz, nie próbuję nawet komendy wypluj, bo już przegrałam. Pozamiatane.
Moment w którym wyjmuję małego, martwego króliczka z zębów Titozaura to moment, w którym uświadamiam sobie, że przegrałam, gdy tylko wyjęłam telefon z kieszeni.

Tito i mały martwy króliczek.
No i co? No i punkty mam na zero, morale poszły się jebać i idziemy dalej.

Runda z króliczkiem część druga
Ale Tito iść nie chce... Tylko królik i królik!
Więc muszę się wykazać jakąś inicjatywą i kreatywnością. Pokazać mu, że pójść ze mną to lepszy pomysł, niż zostać... Robimy kilka prostych ćwiczeń, w tą i w tamtą, wreszcie siad i czekaj przy króliku, punkty dla mnie lecą, ale wyciągam telefon, żeby zrobić zdjęcie, a jak ostatnio wyciągam telefon to przegrywam... Więc szybkie cyk, idziemy dalej, wygrywam, Tito dostaje nagrodę, a widmo króliczka z czasem słabnie... 

Tak to właśnie jest, żyć z wilczakiem, jakby się ktoś pytał.

1 komentarz:

  1. Świetnie napisane! Szkoda że tak żadko pojawiają się takie posty :(. Brawo za wygrane rundy, a co do przegranej rudy takie wieczne wygrywanie byłoby nudne :P

    OdpowiedzUsuń

obraźliwe komentarze będą usuwane