niedziela, 31 maja 2015

Yarpen, czarny terier rosyjski

Otóż dzisiaj będzie... o niewilczaku :)
Dawno, dawno temu usłyszałam o takiej rasie psów... czarny terier rosyjski*. Usłyszałam legendarne wręcz opowieści, zobaczyłam zdjęcia, zakochałam się na amen. Jakoś później miałam okazję spotkać jednego. Zapamiętałam go jako bardzo spokojnego, zdystansowanego i ciągle mającego na mnie oko olbrzyma. Pamiętam też, że siedziałyśmy z Agatą przy kawie w kuchni, a pies leżał pod stołem. Gdy podniosłam się do wyjścia on też wstał, sprawdzić, dokąd to niby idę. Wstał... a razem z nim wstał i stolik.
Trzeba przyznać, że przedstawiciele tej rasy robią niesamowite wrażenie przy spotkaniu. Podczas naszej zimowej wizyty w Polsce Tito miał okazję zapoznać się z młodą, półroczną sunią czarnego teriera rosyjskiego... która go przerastała o pół głowy. Spotkanie było krótkie i dość nerwowe, gdyż oba psy czekały na swoją dawkę głupiego jasia i prześwietlenie stawów. Zapadając w otępienie przytulały się do siebie, jakby dając sobie nawzajem wsparcie.
Kolejne spotkanie z czarnym terierem rosyjskim miało miejsce już w Szkocji. Przyznam szczerze, że przygotowywałam się do niego od kilku miesięcy. Wręcz trochę się go obawiałam, gdyż Tito nie był przyzwyczajony do spotykania psów swoich rozmiarów. W dodatku samców. W dodatku czarnych całych (a jakiś czas temu czarny labrador z sąsiedztwa trafił na jego - nomen omen - czarną listę)
Yarpen, pies Joanny, okazał się wspaniałym, spokojnym niedźwiedziem, z którym obojgu nam udało się zaprzyjaźnić, mimo początkowego burczenia Titozaura i pokazywania, że on to sobie nie da w kaszę dmuchać.
Cudownie było zobaczyć, jak pięknie skupiony na człowieku może być pies. Jak chętny do współpracy, jak otwarty na nowości. Jak spokojnie spoglądający w oczy i - co chyba rozwaliło mnie najbardziej - jak się Yarpen wpychał, między Tito a mnie, żeby pokazać, że on też umie pięknie chodzić przy nodze :)
Krótki spacer po lesie, wspólne obwąchiwanie krzaczków, zabawy w gonitwy w rowie... takie tam psie rozrywki.
Tito i Yarpen
* ot ciekawostka - historia rasy i motywy jej powstania w pewien sposób przypominają historię czechosłowackiego wilczaka...

środa, 20 maja 2015

Jessie

Po prawie roku Tito znów miał okazję spotkać się z Jessie, suką rhodesian ridgeback, którą mieliście okazję już wcześniej poznać (na przykład w tym wpisie)... Trochę na wariackich papierach wybraliśmy się razem do parku przy zamku Lauriston, obejrzeć piękny japoński ogród i dać się psom wyszaleć na polach. Strach był, bo przez tych kilka miesięcy wiele się wydarzyło w psim życiu - Tito był długo chory, poza tym dojrzał, jego opinie na temat innych psów wyrażane są często w bardzo burkliwy sposób... także Jess została zaatakowana przez innego psa. Więc do ostatniej chwili nie wiadomo było, czy z psiej randki coś wyjdzie, czy może będzie zadyma.
Pamięć wilczaka znów okazała się niezawodna.
Od razu widać było że Tito wie kim jest Jessie, rozpoznał też jej właścicielkę... Pamiętał też dobrze, że Jessie to "szefówka" i podskakiwać jej nie należy. A Jessie, po krótkiej chwili spięcia, przypomniała sobie, że ten łobuz, to jej chłopak od zabawy.
Zresztą zobaczcie sami zdjęcia:


 

środa, 13 maja 2015

Tito i Loki

Mój duży pies ma swojego dużego kumpla.
Miłość między nimi trwa już ponad pół roku - wspólne spacery, gonitwy i bójki na niby. Poranne bieganie po parku i straszenie niewinnych przechodniów, ot, pieskie życie...
Loki dorasta przy Tito - jest między nimi rok różnicy, ale często nowo poznane osoby pytają się, czy Loki i Tito to bracia z jednego miotu... Żeby było zabawniej, wiele osób myśli, że to husky - najwyraźniej wilczy wygląd Tito i zakręcony ogonek Lokisia potrafią wprowadzić w błąd co mniej obeznanych w kynologii... Razem z Justyną od Lokiego, tłumaczymy cierpliwie, że to przyszywani bracia od różnych matek, że Tito to ten starszy, a Loki ten szczekający, ale i super-przyjazny. Przechodnie lubią zatrzymywać się przy płotku naszego parczku i obserwować ich zabawy, zagadywać, witać się z łobuzami. Bo jest na co popatrzeć - chociaż Loki od kilku miesięcy nie jest już w stanie prześlizgnąć się pod brzuchem Titozaura, bardzo się stara. Dzikie harce, wściekłe marszczenie nosów i pokazywanie kłów, zabawy w berka między drzewami, dwa piękne psy o mocnych charakterach i radosnych usposobieniach.
Zobaczcie sami:
Przystojniak Loki

Czyj to kijek?

Mój!

"Może jednak się zmieszczę"

Psie wygłupy

Wilczakowe buziaczki

Dziki Gon!

No przecie"husky"


Loki, 3/4 akity + 1/4 owczarka niemieckiego = 100% miłości :)

Szczęśliwy wilczak

środa, 29 kwietnia 2015

Na zajęciach

A że uczymy się wciąż - ja uczę się Tita, Tito uczy się nowych sztuczek i komend - oto garść zdjęć z wczorajszych zajęć u Gosi z Dogs & the City, wszystkie poniższe zdjęcia zrobione zostały przez Nicolę, która towarzyszyła nam również na spacerze... Dziękujemy :)





Oraz bonusowe zdjęcie spacerowe, czyli wilczakowe buziaczki

środa, 22 kwietnia 2015

Tito the model

Dużo łatwiej mi robić zdjęcia niż pisać, ostatnimi czasy... Jak to ktoś powiedział, wilczaki uczą pokory, zanim więc zacznę opowiadać więcej o moim łobuzie, muszę lepiej go poznać, siebie poznać, nauczyć się jeszcze o rasie, o psach jako takich... Dlatego dzisiaj będzie zdjęciowo i ... trochę nietypowo.
Tym razem to nie Titozaur był moim modelem, tylko Jana, moja dobra kumpela, Czeszka-cioteczka Titowa, która Tita zna od dawna, od szczeniaka, Tito mocno ją kocha i miłość swoją równie mocno okazuje... Tym razem jednak bombardował prawie każde zdjęcie które próbowałam zrobić Janeczce. Powstała z tego taka o to mini sesja:
Przed sesją - Tito i Jana

Nasze ulubione spacerowe miejsce Artur's Seat

Wilczak i panna, z widokiem na Old Town i Edinburgh Castle


Prawie jak na Dachu Świata.

Widać, że to pies na baby... mega w Jańci zakochany ;)
Oraz zdjęcie bonusowe, mały backstage czyli przerwa w sesji zdjęciowej, luzblues i relaks na maksa... Takie słoneczne dni w Edynburgu nieczęsto się zdarzają
Wiosna w Szkocji (fot. Jana)

czwartek, 16 kwietnia 2015

Drugie urodziny

Zaraz, zaraz, jak to, już połowa kwietnia minęła?? A Tito-bandito skończył dwa lata! I jakoś to nam szybko zleciało, nagle się okazało, że mój mały szczeniaczek już jest dużym basiorem... co prawda fiu bździu jeszcze mu w głowie - smaczki, piłeczki i zabawy głównie, ale też jego zachowanie zaczęło się zmieniać pod pewnymi względami - o tym w innym poście może, tym czasem kilka zdjęć "urodzinowych" ;)
"Duży urosłem, taki ze mnie przystojny obwarzanek..."
"...zęby też mam spore..."
"a panny na mój widok szaleją..."
"ale ja jestem wrażliwym chłopakiem, najbardziej na świecie kocham mordować pluszaki!"
Braciszkom i siostrzyczkom z miotu T życzymy wszystkiego naj :)

niedziela, 12 kwietnia 2015

Wakacje na północy

Poniosło nas znów na północ, do Inverness, nad Loch Ness i do naszego ulubionego Foyers... Pogoda była raczej nieprzyjazna, więc dużo czasu spędziliśmy szukając ciepłego pubu by się osuszyć i  ogrzać... Inverness niestety nie przypomina pod tym względem Edynburga. Znaleźliśmy tylko jedno miejsce z naklejką "dugs welcome", Clachnaharry Inn, trzeba za to przyznać, że było to miejsce wyśmienite. Świetne lokalne piwa, doskonałe jedzenie, ogień w kominku... czyli to, czego wędrowcom potrzeba najbardziej...

Zmęczony wilczak w Clachnaharry Inn, Inverness
Prócz tego udało nam się wpaść na drinka czy herbatę do kilku małych pubów, gdzie "stali bywalcy" zachwycali się Titozaurem, no bo kto to widział, żeby taki wilk, tak grzecznie w obcym miejscu...
Zmęczony wilczak to grzeczny wilczak, a nasze wypady zawsze są intensywne.

Herbatka w Nellie Deans, Inverness
Blackfriars Highland Pub, Inverness
Czas spędzony w pociągach, hotelach, w autobusach, w nowych miejscach... pozornie spokojny, oznacza jednak, że psie zmysły non stop pracują. Nos niuszy, uszy nasłuchują, oczy śledzą... a główka pracuje, mózg przetwarza nowe informacje. Seba, który przez tydzień towarzyszył nam w naszych podróżach, powiedział mi, że słyszał swego czasu o takim porównaniu - dla psa przejażdżka samochodem czy wycieczka do centrum miasta jest podobnym doświadczeniem jak dla człowieka przeczytanie książki... Strasznie spodobało mi się to określenie :)
No więc zobaczcie jakież to "książki" Titozaur "przeczytał"...
Z Mariuszem. Na stacji kolejowej w Inverness
W podróży, pies który jeździ koleją.
To moja miejscówka (fot. Mariusz)
Nie ma to jak pospać na nodze u mamy (fot. Mariusz)
Wycieczki pociągami przeplatane wizytami w barach i innych dziwnych miejscach i długimi spacerami po mieście i po mniej zaludnionych okolicach...
Jedna z najbardziej znanych księgarni na Wyspach, niestety zakaz wejścia dla psów, nawet tych oczytanych ;) (fot. Seba)
Spacer nad rzeką Ness, z mamą i ciotką Ami (fot. Seba)
Wilczak z Loch Ness (fot. Seba)
Spacer po lesie w okolicy Foyers (fot. Mariusz)
Kolejna wizyta w Falls of Foyers (fot. Mariusz)
I wędrówki po lesie nad Loch Ness

Ej no, wycieczka, nie ociągać się!
Wilczak po wyjazdach, po urlopach i po tych wszystkich przeczytanych książkach zasługuje oczywiście na chwilkę relaksu
Ten tu wilczak wygląda na bardzo zadowolonego... (fot. Mariusz)