Właściwie dlaczego tak długo czekam
na tego swojego szczeniaczka?
Czynnik wyższy, czyli niezwyciężone
brytyjskie prawo.
By Tito mógł wkroczyć na terytorium Zjednoczonego Królestwa musi spełniać kilka stawianych mu wymagań. Po pierwsze: musi mieć paszport. Po drugie: musi mieć mikrochipa. Po trzecie: musi mieć ważne szczepienie przeciwko wściekliźnie. Po czwarte: musi przejść trzytygodniowy okres kwarantanny... Kiedyś tych punktów było dużo, dużo więcej, na szczęście w zeszłym roku prawo to zostało zmienione, a przyjazd z psem do UK stał się łatwiejszy. Zainteresowanych odsyłam na stronę DEFRY po więcej informacji.
Cóż, paszport i mikrochipa Tito już ma, co
do szczepień... Unia Europejska określa, że najwcześniejszym
możliwym terminem szczepienia psa przeciwko wściekliźnie jest wiek
12 tygodni. Jeśli dodać do tego okres kwarantanny wychodzi na to,
że 15 tygodni to wiek w którym szczeniak może legalnie przekroczyć
granicę UK.
Brzmi prosto?
W rzeczywistości jest trochę bardziej
skomplikowane.
Przede wszystkim, pies musi zostać
wwieziony jedną z określonych przez DEFRĘ tras. Możliwości jest
kilka, ale ja rozważałam tylko niektóre – podróż samolotem do
Edynburga, promem do Newcastle lub przejazd przez Eurotunnel... każde
z tych rozwiązań miało swoje wady i zalety, przy wyborze trasy oczywiście na pierwszym miejscu stawiałam dobro psa. Największym problemem
jednak okazały się ograniczenia czasowe, oraz to, że
ja sama nie posiadam prawa jazdy i samochodu... Idealnym pomysłem
wydawało się więc znalezienie kierowcy, najlepiej kuriera mogącego
przewozić ludzi i zwierzęta i kursującego na interesującej mnie
trasie, oraz gotowego to zrobić w terminie między końcem
Ticiakowej kwarantanny a końcem mojego i tak już przydługiego
urlopu...
Niestety, przewoźnik którego
znalazłam... Hm, żeby nie rozwijać przykrego tematu...
przewoźnik którego znalazłam okazał się Panem Złamasem. Na
szczęście dowiedziałam się o tym z miesięcznym wyprzedzeniem i
rozpoczęłam akcję poszukiwania – samochodu i wariata gotowego go
poprowadzić.
Stare powiedzenie mówi, że
prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Ja swoich poznałam
już dawno temu, bo w biedzie bywałam nie raz. Okazało się też,
że mam znajomych, na których pomoc mogę liczyć. Chciałabym przy
tej okazji serdecznie podziękować wszystkim ludziom, którzy
okazali mi wsparcie przy moich poszukiwaniach. Jesteście wspaniali.
Transport psa pomogła mi
zorganizować... Ewa, właścicielka hodowli Atropa Bella Donna.
Kolejny raz potwierdziła jak odpowiedzialnego i zaangażowanego
hodowcę wybrałam.
Każdej osobie poszukującej rasowego szczeniaka doradzam po tysiąc razy zastanowić się nad tym skąd tego swojego rasowca chcą wziąć. Są hodowle i pseudo-hodowle. Są ludzie, dla których liczy się tylko opchnięcie szczeniaka nowemu właścicielowi, ale są też i tacy, którzy zrobią wszystko, by zapewnić swoim psiakom dobre domy...
Każdej osobie poszukującej rasowego szczeniaka doradzam po tysiąc razy zastanowić się nad tym skąd tego swojego rasowca chcą wziąć. Są hodowle i pseudo-hodowle. Są ludzie, dla których liczy się tylko opchnięcie szczeniaka nowemu właścicielowi, ale są też i tacy, którzy zrobią wszystko, by zapewnić swoim psiakom dobre domy...
Ja już teraz wiem, że trafiłam na
fajną, godną polecenia innym hodowlę. Zresztą, zobaczcie sami,
jak tam się wychowuje małe wilczaki:
film: Michał Wilu Wilczyński
W rolach głównych pani matka Kalinka
i mały Tito. W rolach drugoplanowych: kuzyn Lunek, Wilk z Baśni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
obraźliwe komentarze będą usuwane