piątek, 18 kwietnia 2014

Tito i Cesar

Pies najlepszym przyjacielem człowieka... ale i on może mieć swoich przyjaciół. Cesar, który razem z Tito uczestniczy w szkoleniach jest dla Tita najlepszym kumplem - takim wiecie - od gonienia, od podgryzania, od przeciągania i od szarpania, od piłeczki, od kopania dziur w parkach, wspólnych kąpieli i tarzania się w błocie...
Kilka zdjęć z ostatniego wyjścia do parku, w tym jedno, gdzie Tito prezentuje swoje super-moce, najwyraźniej odziedziczone po mamie, wilczaku który lata za frisbee...

Tito i Cesar - powitanie w parku
"Zobacz, ja latam!"
Przeciąganie się i siłowanie
Pyskówka 
Labrador zagryza wilczaka
Łaskotki ;)
Wspólne pozowanie


... i noszenie kijka razem.
Zagryzanie wilczaka część druga...
...trzecia...
...i czwarta.
"Tak tak, bardzo jestem z siebie zadowolony."

czwartek, 17 kwietnia 2014

Pierwsze urodziny


Wczoraj miot T skończył rok.
Z tej okazji ślemy wszystkim T- braciszkom i T- siostrzyczkom najlepsze życzenia. Moc uścisków, moc buziaków i za uszkiem drapanko!

Titozaura niestety niewiele jego urodzinki obeszły. Chociaż ja wmawiam sobie, że jednak jakby troszkę... zmężniał... i jakby spoważniał... 
Zresztą spójrzcie sami, jakże zdziwiony był na widok pluszowej zabawki - zupełnie jakby chciał powiedzieć - ależ mamo, no wiesz, ja już jestem duży chłopiec, co ty mi tu... 
Misiaczek nie przetrwał zbyt długo, uszko mu się naderwało, w brzuszku dziura zrobiła, białe takie wylazło z niego i oblepiło całe mieszkanie. Ale chociaż takie krótkie było życie misiaczka, dostarczył nam on wiele radości. Bo Tito, mimo początkowego zaskoczenia, szybko przypomniał sobie, że wciąż jeszcze jest szczeniaczkiem. 
Dużym jak koń, ale jednak.

wtorek, 1 kwietnia 2014

Wizyta u weterynarza

Dzisiejsza wizyta u weterynarza należała do tych miłych: Tito został wypieszczony, pochwalony, obdarowany psimi biszkoptami... no i dokładnie zważony.
Nasz malutki pieseczek waży troszkę ponad 37kg. I chociaż w domu czasem wołamy na niego "Te Gruby", to - bądźmy uczciwi - ten wilczak na pewno nie ma problemów z nadwagą.
Na pożegnanie dostaliśmy od weterynarza tableteczki odrobaczające w rozmiarze dla słonia, oraz preparat na pchły i kleszcze. Powinny nam wystarczyć do następnego razu :)

piątek, 7 marca 2014

Obedience










Zdjęcia M.P, wspólne zajęcia z Cesarem (młody labrador) u Gosi z Dogs & The City 

Było trochę o nauce psiej etykiety, teraz trochę więcej o nauce innych psich sprawek...
Na zajęciach z gdzie trenujemy podstawy obedience Tito ma największą frajdę gdy nasza trenerka Gosia z Dogs & The City wyciąga te śmieszne, kolorowe plastikowe rzeczy które świetnie się nadają do żucia, miętoszenia, przewracania, podkradania i robienia slalomów.

czwartek, 27 lutego 2014

Psia Etykieta

Każdy spacer może być okazją do treningu z zakresu międzyrasowej dyplomacji.
Mi osobiście obserwowanie tego jak mój pies komunikuje się z innymi psami sprawia masę radości. Tak jak pisała w swojej książce Turid Rugaas - moment w którym zaczynasz zauważać i rozumieć wysyłane przez psy sygnały jest też momentem w którym zaczyna się najlepsza zabawa :)
Tito i Cesar, wielka bitwa o małą dziurę. 
Tito i Lola. Starzy znajomi.
Tito i spacerowa psia paczka, przywitanie z nowym psem
Tito, Toby i Tara 
Gonitwy czyli Tito i Misty, wiadomo, zanim Tito się obróci Misty będzie na drugim końcu parku...

Przepraszam za jakość zdjęć, niestety Tito ulepszył mój telefon...

wtorek, 11 lutego 2014

Tito i Mia Żmija

W Nowym Roku (który już taki nowy nie jest) wcale, ale to wcale się nie lenimy. Co prawda brakuje trochę wpisów na blogasku, lecz to wszystko wina zepsutego komputera oraz tego, że roboty mamy (tak tak, oboje:)) po sufit. Codziennie pracujemy nad Tito i nade mną, poza tym szkolimy się u Gosi z Dogs and the City. Oprócz psiego posłuszeństwa i tego co wolno, a co nie - uczymy się także... psiego języka i etykiety.
Tak, tak, oboje uczymy się jak to właściwie jest z tą psią mową ciała. Tito - niby taki czytelny, bezpośredni, wydawałoby się, że w psiej mowie specjalista - dowiaduje się, że nie każdy mniejszy piesek da sobie w kaszę dmuchać, nie każdy jest chętny by uprawiać zapasy, nie każdego można w błotku wytarzać... I że - to chyba najistotniesze i dla niego i dla mnie - nie każdy psiak od razu oznacza zabawę. Bywa przecież, że trzeba zrobić siad, leżeć, albo po prostu zignorować i pójść grzecznie dalej...
Najlepszą nauczycielką jest Mia Żmija, radosny staffik, Miss Szerokiego Uśmiechu, ale też i Bestia Wcielona. Czyli pies z historią i po przejściach... Pod okiem Gosi, Mia uczy Tito jak bawić się z psami, jak zachowywać dystans, jak nie kraść piłeczek, jak wspólnie wąchać ten sam krzaczek, nosić tego samego kijka... Tito oczywiście kombinuje jak może, by cioteczce Mii dać popalić... ale też sam z każdego z nią treningu wraca zmęczony i pada jak kawka. 
Kilka zdjęć z naszych zajęć w parku:


wtorek, 31 grudnia 2013

Koniec roku

Zainspirowana listą którą można odnaleźć na facebookowym profilu Titowego brata Raya – postanowiłam zrobić krótkie podsumowanie 2013 roku...
Zleciał szybko. Najpierw tygodnie poszukiwań, potem tygodnie oczekiwań... no aw końcu: 166 dni razem z wilczakiem...
Ponad 2000 kilometrów.
4 różne domy i jeden hotel.
3 trenerzy.
2 klatki.
2 wystawy.
Około 60kg psiej karmy.
Tak z 50 parówek.
16 rozprutych maskotek.
2 przeżute czerwone konga.
Około 30 plastikowych butelek.
1 plastikowy szarpak.
1 na wpół zjedzona torebka.
1 ukradziony i pożarty hamburger
1 ukradziona i zmasakrowana piłka,
1 ukradziony bochenek chleba,
1 kołdra,
2 poduszki,
1 dmuchany materac,
2 podarte kurtki,
3 bluzy,
4 skarpetki
ze 4 t-shirty.
 3 przerstraszone dzieciaki.
1 krwawiący sąsiad.
1 odrapane drzwi.
 1 pokiereszowany dywan.
4 rozlane piwa.
2 zbite kieliszki.
 2 ostro wkurzonych przypadkowych przechodniów.
1 nadgryziony iphone.
Kilkudziesięciu nowych znajomych.
Kilkaset wspaniałych spacerów.
Kilkatysięcy razy powtarzane Czechoslovakian Vlcak (każdorazowo bezcenny i nie-do-opisania wyraz twarzy rozmówcy)...
Czego sobie życzymy w 2014 roku?
Wszystkiego najlepszego.

piątek, 13 grudnia 2013

Cramond Beach








Brak wpisów na blogu, oznacza tylko jedno: brak czasu. Tym razem jednak nam się udało, wybrać w miejsca, gdzie nas wcześniej nie było. Czy raczej - nie było tam jeszcze Tito. Gonienie mew, skakanie po błocie, kopanie dołów, znajdowanie patyczków i wyścigi z wiatrem... totalna głupawka i mega radocha, czyli plaża w Cramond, takie miejsce, gdzie pies może być psem. Zobaczcie sami: