piątek, 7 marca 2014

Obedience










Zdjęcia M.P, wspólne zajęcia z Cesarem (młody labrador) u Gosi z Dogs & The City 

Było trochę o nauce psiej etykiety, teraz trochę więcej o nauce innych psich sprawek...
Na zajęciach z gdzie trenujemy podstawy obedience Tito ma największą frajdę gdy nasza trenerka Gosia z Dogs & The City wyciąga te śmieszne, kolorowe plastikowe rzeczy które świetnie się nadają do żucia, miętoszenia, przewracania, podkradania i robienia slalomów.

czwartek, 27 lutego 2014

Psia Etykieta

Każdy spacer może być okazją do treningu z zakresu międzyrasowej dyplomacji.
Mi osobiście obserwowanie tego jak mój pies komunikuje się z innymi psami sprawia masę radości. Tak jak pisała w swojej książce Turid Rugaas - moment w którym zaczynasz zauważać i rozumieć wysyłane przez psy sygnały jest też momentem w którym zaczyna się najlepsza zabawa :)
Tito i Cesar, wielka bitwa o małą dziurę. 
Tito i Lola. Starzy znajomi.
Tito i spacerowa psia paczka, przywitanie z nowym psem
Tito, Toby i Tara 
Gonitwy czyli Tito i Misty, wiadomo, zanim Tito się obróci Misty będzie na drugim końcu parku...

Przepraszam za jakość zdjęć, niestety Tito ulepszył mój telefon...

wtorek, 11 lutego 2014

Tito i Mia Żmija

W Nowym Roku (który już taki nowy nie jest) wcale, ale to wcale się nie lenimy. Co prawda brakuje trochę wpisów na blogasku, lecz to wszystko wina zepsutego komputera oraz tego, że roboty mamy (tak tak, oboje:)) po sufit. Codziennie pracujemy nad Tito i nade mną, poza tym szkolimy się u Gosi z Dogs and the City. Oprócz psiego posłuszeństwa i tego co wolno, a co nie - uczymy się także... psiego języka i etykiety.
Tak, tak, oboje uczymy się jak to właściwie jest z tą psią mową ciała. Tito - niby taki czytelny, bezpośredni, wydawałoby się, że w psiej mowie specjalista - dowiaduje się, że nie każdy mniejszy piesek da sobie w kaszę dmuchać, nie każdy jest chętny by uprawiać zapasy, nie każdego można w błotku wytarzać... I że - to chyba najistotniesze i dla niego i dla mnie - nie każdy psiak od razu oznacza zabawę. Bywa przecież, że trzeba zrobić siad, leżeć, albo po prostu zignorować i pójść grzecznie dalej...
Najlepszą nauczycielką jest Mia Żmija, radosny staffik, Miss Szerokiego Uśmiechu, ale też i Bestia Wcielona. Czyli pies z historią i po przejściach... Pod okiem Gosi, Mia uczy Tito jak bawić się z psami, jak zachowywać dystans, jak nie kraść piłeczek, jak wspólnie wąchać ten sam krzaczek, nosić tego samego kijka... Tito oczywiście kombinuje jak może, by cioteczce Mii dać popalić... ale też sam z każdego z nią treningu wraca zmęczony i pada jak kawka. 
Kilka zdjęć z naszych zajęć w parku:


wtorek, 31 grudnia 2013

Koniec roku

Zainspirowana listą którą można odnaleźć na facebookowym profilu Titowego brata Raya – postanowiłam zrobić krótkie podsumowanie 2013 roku...
Zleciał szybko. Najpierw tygodnie poszukiwań, potem tygodnie oczekiwań... no aw końcu: 166 dni razem z wilczakiem...
Ponad 2000 kilometrów.
4 różne domy i jeden hotel.
3 trenerzy.
2 klatki.
2 wystawy.
Około 60kg psiej karmy.
Tak z 50 parówek.
16 rozprutych maskotek.
2 przeżute czerwone konga.
Około 30 plastikowych butelek.
1 plastikowy szarpak.
1 na wpół zjedzona torebka.
1 ukradziony i pożarty hamburger
1 ukradziona i zmasakrowana piłka,
1 ukradziony bochenek chleba,
1 kołdra,
2 poduszki,
1 dmuchany materac,
2 podarte kurtki,
3 bluzy,
4 skarpetki
ze 4 t-shirty.
 3 przerstraszone dzieciaki.
1 krwawiący sąsiad.
1 odrapane drzwi.
 1 pokiereszowany dywan.
4 rozlane piwa.
2 zbite kieliszki.
 2 ostro wkurzonych przypadkowych przechodniów.
1 nadgryziony iphone.
Kilkudziesięciu nowych znajomych.
Kilkaset wspaniałych spacerów.
Kilkatysięcy razy powtarzane Czechoslovakian Vlcak (każdorazowo bezcenny i nie-do-opisania wyraz twarzy rozmówcy)...
Czego sobie życzymy w 2014 roku?
Wszystkiego najlepszego.

piątek, 13 grudnia 2013

Cramond Beach








Brak wpisów na blogu, oznacza tylko jedno: brak czasu. Tym razem jednak nam się udało, wybrać w miejsca, gdzie nas wcześniej nie było. Czy raczej - nie było tam jeszcze Tito. Gonienie mew, skakanie po błocie, kopanie dołów, znajdowanie patyczków i wyścigi z wiatrem... totalna głupawka i mega radocha, czyli plaża w Cramond, takie miejsce, gdzie pies może być psem. Zobaczcie sami:

środa, 27 listopada 2013

Jesień pełną parą

Jesień oznacza dla nas krótsze dni, i jakby mniej czasu na wszystko, ale też staramy się wykorzystać każdą wolną chwilę tak bardzo jak się da.
Są więc długie i krótkie spacery w parkach gdzie - jeśli akurat nie pada - jeszcze można zobaczyć ostatnie cudnie złociste drzewa.




Jest też mnóstwo zabawy, nie tylko z psami (co możecie obejrzeć na filmiku poniżej)
ale i z piłeczkami, szarpakami, ukrytymi smakołykami... są nowe sztuczki, nowe umiejętności, oraz nowe stare potwory też (uwaga: odkurzacz!), na szczęście idzie nam z nimi co raz to lepiej...
Zaczęliśmy też nowe szkolenie, o tym może później, jak już się trochę bardziej rozkręci cała sprawa...

sobota, 23 listopada 2013

Nowe umiejętności Titka...

Siedmiomiesięczny szczeniak opanował kilka nowych, niezbędnych do życia umiejętności.
Trzeba więc się pochwalić troszkę:
Otóż Tito pięknie potrafi zrobić "boczek" i "kółeczko", a jeszcze lepiej radzi sobie z rozlewaniem mojej kawy i spijaniem jej resztek ze stolika. Jest mistrzem podkradania zabawek innym psom oraz specjalistą z wyszukiwania skrytek dla kości, zakopywania jej w sofie, w fotelu, w wannie i w naszym łóżku.

No właśnie, jak to jest, jak mam to rozumieć, to wyszukiwanie skrytek dla kości?
To gromadzenie zapasów?
Czy to znaczy, że zima będzie sroga?

środa, 13 listopada 2013

O Potworach

Od ostatniego wpisu minął ponad miesiąc... jednak brak notatek na blogu nie oznacza wcale, że życie nam toczyło się cicho i spokojnie, czy też że nic się nie działo.
Działo się, oj, działo...
Przede wszystkim Tito skończył pół roku, zaliczył pierwszy semestr szkolenia z Nadine (Jaffa's School for Dogs), popisowo wykonując zestaw podstawowych komend – siad, leżeć, zostań i zostaw – mimo, że obok wierciło się kilku innych czworonogich i dwunogich studentów...
Tito zaliczył też ostrą biegunkę i odwiedziny u szkockiego weterynarza, co omal nie skończyło się moim bankructwem...
Mój mały wilczak przestał tak naprawdę być mały. W wieku sześciu miesięcy przerósł większość okolicznych psiaków. Wkroczył też w wiek gdy świat przestaje być miejscem zabaw i igraszek... zaczęły się w nim bowiem pojawiać Potwory.
Owszem. Potwory, które spotykała wcześniej siostrzyczka Cherrinka (przeczytać możecie tutaj), zawitały także do Edynburga...

Pierwszym takim Potworem był... Wielki Czarny Worek. Dokładnie taki sam, jak te pełne smacznych niespodzianek, które czasem nasi sąsiedzi zostawiają na klatce schodowej. Dokładnie taki jak ten, do którego Tito tak rozpaczliwie próbuje się dobrać przez ostatni miesiąc... w naszej kuchni! Tyle, że Wielki Czarny Worek stał sobie pośrodku ulubionego parku. Wyglądał złowrogo: dziwnie, niepokojąco... no i przede wszystkim był całkowicie nie na miejscu! No bo gdzie park, a gdzie klatka schodowa. Gdzie park, a gdzie upragniony kosz na śmieci?
Jak przystało na ostrożnego lecz nieustraszonego wilczaka,Tito Wielki Czarny Worek obszczekał. Z dystansu.
Obszczekał. Tak, tak, ponoć wilczaki nie szczekają, ale ten nasz, chyba nigdy o tym nie słyszał.
No i dystans zachowywał z uporem – nie podejdę i już. Ani smaczek, ani słowna zachęta nie były w stanie go przekonać. Pociągnięcie smyczą w przypadku tego uparciucha można skreślić z miejsca. Nic z tego, posiedzę tu sobie, niech się wali i pali... Technika „obejścia Potwora bokiem” i „podejście z innej strony” też nie zadziałała... Całkiem jakby Titowi ktoś zakopał ogon w alejce parkowej.
Postanowiłam więc wykazać się odwagą, zostawiłam Ticiaka na komendę „czekaj” i – z duszą na ramieniu, bo a nuż wilczak uzna, że to moment kiedy należy oddalić się w nieznanym kierunku – zbliżyłam się do Potwora... Wielki Czarny Worek pełen był zeschniętych liści. Sprawdziłam dokładnie.
Do tej pory nie wiem, czy to moja odwaga zachęciła szczeniaka, czy może przywołanie zadziałało jak trzeba.... czy też Tito wykombinował, że jeśli w Pot-worku jest coś jadalnego, to ja to mu zabiorę, jak to już kilka razy bywało ze zwykłymi workami... faktem jest, że Tito nie tylko do worka się zbliżył, ale też wsadził w niego łeb i spróbował rozszarpać go i roznieść na wszystkie strony.

Kolejnymi Potworami byli ludzie. Ludzie w dziwnych pozach. Ćwiczący na łące mężczyzna – został obszczekany. Wiążąca buta dziewczyna – obszczekana... na szczęście w obu przypadkach Potwory okazały się bardzo przyjazne i chętne do zabawy. Potworna Pani owinięta wielkim szalikiem dała nawet Ticiakowi smrodliwego smaczka...

Największym problemem okazała się... sztuczna krowa.
Pozostałość po edynburskiej CowParade z 2006 roku. Stoi sobie taka jedna w kawiarnio-galerii obok jednego z parków do którego chodzimy na spacery... Tito spostrzegł ją, przez przeszklone drzwi ostatniego wieczora...
Obszczekał... to mało powiedziane. Burczenie, szczekanie, warczenie brzmiało zupełnie nie po szczeniacku. I niosło się po całej ulicy. Trzy razy przeszliśmy obok przeszklonych drzwi, a Tito wciąż nie mógł się uspokoić. Wreszcie, uzbrojona w super-kięłbaskę zdecydowałam się wejść z psiakiem do środka i najwyżej tłumaczyć się potem z tego srogo.


Tito uspokoił się dopiero wtedy, gdy zobaczył, że głaszczę krowę po rogach. Podszedł wtedy grzecznie, obwąchał, pomerdał ogonem, zjadł smaczka i... poszedł się witać z innym szczeniakiem. Nie tylko Potwór okazał się kompletnie niegroźnym, ale też odkryliśmy, że miejsce jego zamieszkania jest kolejnym przyjaznym dla psów lokalem.

Na pewno lista naszych Potworów jeszcze się wydłuży. Żeby nie było wątpliwości - walczyć z nimi będziemy do upadłego! 

niedziela, 6 października 2013

Wypad w Pentlandy

Pobliskie wzgórza, czyli Pentland Hills znajdują się jakąś godzinę drogi autobusem od naszego domu - a skoro pogoda dopisuje, owce nie mają młodych... co więcej znajomi donoszą, że widziano tam grzyby - pora zapakować plecaki i założyć nasze buty do wędrówki. Pierwsza taka wyprawa z Tito...
W autobusie... (fot. Ami)
Mariusz, Tito i ja - na szlaku  (fot. Ami)
Owieczki! Ciekawsze od owieczek są tylko ich kupy...  (fot. Ami)
W lesie  (fot. Ami)
Ami, Mariusz, i Tito, w drodze na Castlelaw 
Czy to pies czy wydra?
Cudne do domu powroty (fot. Mariusz P.)