Otóż
zdarzyła mi się dzisiaj jedna z tych małych sytuacji, w których
Titozaur kompletnie mnie zadziwił. I umocnił moją wiarę w mojego
super psa.
Zadziwił
mnie swoją umiejętnością współpracy ze mną.
Umocnił
moje przekonanie, że łączy nas jakaś magiczna więź, że on mnie
rozumie, ja jego rozumiem.
I
że nos to ten mój Tito ma wspaniały.
Umówiłam
się ze znajomą i jej suczką na wspólny spacer. Jakoś się tak
umówiłam, że czekałam, czekałam w tym miejscu co zawsze i o tej
samej porze co zawsze... i nikt się nie zjawił.
Mi
nie trzeba dużo, żeby się znudzić czekaniem, po 15 minutach
ruszyliśmy więc na troszeczkę inny niż planowany, miejski spacer.
No
i coś mnie podkusiło - podeszłam kilka kroków w stronę uliczki, w
której zazwyczaj pojawiała się i znikała koleżanka Tito - Lucky.
Rzuciłam: gdzie jest Lucky, szukaj Lucky bardziej jako zachętę do
zabawy, niż komendę.
Tito
nie trzeba było prosić dwa razy.
Przede
wszystkim ruszył szybkim krokiem do przodu. Kilka razy spuszczał
nos i wodził nim po jakimś murku czy krawędzi chodnika ale przez
większość czasu głowę trzymał wysoko. Raz czy dwa obwąchał
szybko krzaczek. Po przejściu jednej przecznicy zaczął truchtać.
Ale na ruchliwych skrzyżowaniach pewnie podchodził do
świateł i czekał - dość niecierpliwie jak na niego. Obwąchiwał
słupy przy przejściach dla pieszych. Machał ogonem przed wejściem
do jednego czy dwóch sklepów... ale prowadził mnie dalej, z
wyraźną ekscytacją.
Przezliśmy
tak będzie z 500 metrów, trzy duże skrzyżowania, cały spacer
może 5-10 minut.
Na
kolejnym skrzyżowaniu spotkaliśmy moją znajomą, właścicielkę
Lucky.
Okazało
się, że jej dom jest o dwa kroki dalej.
W
tej okolicy mieszkamy od dwóch tygodni, ale akurat tymi uliczkami nie
chodziliśmy jeszcze do tej pory.
Z Lucky spotykamy się raz w tygodniu, z tego co zrozumiałam - przynajmniej 2 razy w tygodniu Lucky przemierza właśnie tą trasę.
Na
naszych codziennych, smyczowych spacerach mój 100% pies co pięć
króków musi pomedytowć nad siuśkami innego pieska. Musi zaznaczyć
teretorium. Niczego takiego nie robił tym razem.
Miał
misję musiał ją wykonać.
I
tak, udało mu się!
Pęcznieję
z dumy.
Podpisano:
Psia Matka.