Mamy to szczęście, że w centrum miasta wyrosła sobie góra. A właściwie trzy czy cztery wzgórza, otoczne kilkoma jeziorkami, parkiem Holyrood. Największe z tych wzgórz, "tron Króla Artura" to tak na prawdę nic wielkiego, ot 250 m. n.p.m., nic przerażającego, ale można trochę pobiegać, powęszyć, poszaleć. Są tam króliki, ptaki, zdarzają się wycieczki, pikniki czy spotkania psiarzy... Idealne miejsce na długie spacery. Na zdjęciach niżej znana wam już banda - wilczak Tito, husky Rysiek, akita Rocky i rudzielec Loki czyli akita x owczarek niemiecki...
Notatki o życiu z wilczakiem. Zdjęcia i filmiki i inne sprawy związane z Tito - Tranquilo Tio Tinto Atropa Bella Donna
niedziela, 29 marca 2015
sobota, 28 marca 2015
Tito i Mia
Mia, ukochany staffik Tito jest wam znana nie od dziś... Niestety, ostatnio spotykamy się bardzo, bardzo rzadko, gdyż Mia... cóż, Mia jest na chorobowym. Najpierw złamany paluch, potem zakażenie, potem dalsze problemy ze stawami - które chyba nigdy nie były całkiem zdrowe... Taki mały pies, tyle szaleńczej energii i tyle, tyle bólu :(
A jak Mia miała się lepiej - to Tito z kolei miał problemy z łapą - przykry ropień o którym pisałam jakiś czas temu musiał być operowany, potem nie chciał się goić, jak się wreszcie zagoił... ni stąd ni z owąd odnowił się i wilczak znów na antybiotyku i w bandażach...
Na pocieszenie i z życzeniami zdrowia dla obu psiaków kilka zdjęć z wiosennego spaceru po polach i bagnach...
A jak Mia miała się lepiej - to Tito z kolei miał problemy z łapą - przykry ropień o którym pisałam jakiś czas temu musiał być operowany, potem nie chciał się goić, jak się wreszcie zagoił... ni stąd ni z owąd odnowił się i wilczak znów na antybiotyku i w bandażach...
Na pocieszenie i z życzeniami zdrowia dla obu psiaków kilka zdjęć z wiosennego spaceru po polach i bagnach...
sobota, 21 marca 2015
Pamiętliwy wilczak
Jedną ze spraw, na którą zwróciłam uwagę, od czasu pobytu w Polsce jest... pamięć psa.
Nie wiem, czy ktoś już przeprowadził na ten temat badania (jeśli tak to proszę o informacje!). Ja sama swego czasu czytałam artykuł, którego autor twierdził, iż psy nie pamiętają. Nie wiedzą co to przeszłość i żyją wiecznie teraźniejszością.
Brzmi to bardzo zen, ale... ale chyba nie bardzo sprawdza się w przypadku mojego wilczaka.
W trakcie pobytu w Polsce okazało się, że całkiem z niego... pamiętliwy chłopak.
Tito rozpoznał właściwie każdego psa, którego spotkał przed wyjazdem z Polski. Widać było wyraźnie różnicę w jego zachowaniu.
Relacje Tito-prawie-dojrzałego-samca z innymi psami nie należą do najłatwiejszych. Titozaur bywa... no, powiedzmy to sobie szczerze, burkliwy a czasem i napastliwy w stosunku do innych psów.
Nawet jeśli ma dobre zamiary i chce się bawić - najpierw musi przetarzać innego psiaka po glebie, pokazać mu, kto jest szefem, tu uszczypnąć, tam podgryźć.
Ot, wilczak.
A jednak ponowne spotkanie z psami, które poznał w okresie szczenięctwa wyglądało zupełnie inaczej.
Pisałam już wcześniej o wspólnej podróży z Blanką, amerykańskim bulldogiem którego Tito poznał prawie rok wcześniej. Psiaki spotkały się dwa razy, chwilę pobawiły, poszły na spacer. A potem nagle spotkały się znowu, w zupełnie obcym miejscu, w środku nocy, w dziwnie nerwowych okolicznościach.
I co?
Otóż nic. Nic się nie stało.
Radość z ponownego spotkania była wielka. Tito w stosunku do Blanki zachowywał się jak prawdziwy dżentelmen. Nie było podgryzania, tylko czułe buziaczki i wspólne przytulanki na tylnym siedzeniu auta.
Drugim psem, z którym Tito spotkał się po długiej, długiej przerwie, była Mia, czyli mój ulubiony border collie, cudny pies, którego znam od czasów pluszowej kulki.
Mia jest świetnie wychowanym borderem, ale... ale no właśnie, jest borderem. Nie jest wcale łatwym pieskiem. Jeśli chodzi o relacje z innymi psami potrafi być z niej niezła sucz.
Raczej na dystans z nią trzeba.
Tito do tego typu psów podchodzi na pełnym gazie. Co, zadyma? Chcesz się bić, chcesz się bić? No to hadża i do przodu! ... tymczasem z Mią czekała nas niespodzianka.
Podobnie jak przy pierwszym spotkaniu Mia nie była zainteresowana wspólnymi zabawami z wilczakiem. Natomiast Tito bardzo, bardzo się starał. Zapraszał ją ciągle do zabawy, ładnie wąchał te same źdźebełka trawy na wspólnych - smyczowych - spacerach, grzecznie się bawił "osobono", bez chamskiego wbijania w suczkę... był też jak najbardziej odwoływalny, gdy ganiał luzem. No i - przede wszystkim - cudownie odczytywał sygnały ostrzegawcze, które wysyłała Mia.
Gdy wreszcie pękły lody między nimi - oba psiaki zaczęły się ze sobą ładnie bawić.
Podobnie wyglądało przywitanie z innym poznanym w dzieciństwie borderem.
Joker, który nie przepada za większymi psami został nie tylko rozpoznany ale też radośnie przywitany. Tito był wręcz zdesperowany by się z nim pobawić, ale równocześnie zachowywał wymagany dystans.
Najwięcej Titowej miłości dostał jednak wilczak... wujek Lunek, którego Tito często spotykał przed wyjazdem z Polski. Wiedział, że wujkowi należy sprzedać kilka buziaczków i pokazać w miarę szybko podbrzusze. To chyba na wypadek, gdyby Lunek Titka nie pamiętał. Przyznam szczerze, że wyglądało to jak scena z filmu przyrodniczego o wilkach.
Również pamięć miejsc i ludzi - zaskakująco dobra, nawet kota któremu kiedyś Tito gonił kota przywitał w stylu "o stary, co tam u ciebie słychać, kopę lat chłopaku..."
Nie wiem, czy ktoś już przeprowadził na ten temat badania (jeśli tak to proszę o informacje!). Ja sama swego czasu czytałam artykuł, którego autor twierdził, iż psy nie pamiętają. Nie wiedzą co to przeszłość i żyją wiecznie teraźniejszością.
Brzmi to bardzo zen, ale... ale chyba nie bardzo sprawdza się w przypadku mojego wilczaka.
W trakcie pobytu w Polsce okazało się, że całkiem z niego... pamiętliwy chłopak.
Tito rozpoznał właściwie każdego psa, którego spotkał przed wyjazdem z Polski. Widać było wyraźnie różnicę w jego zachowaniu.
Relacje Tito-prawie-dojrzałego-samca z innymi psami nie należą do najłatwiejszych. Titozaur bywa... no, powiedzmy to sobie szczerze, burkliwy a czasem i napastliwy w stosunku do innych psów.
Nawet jeśli ma dobre zamiary i chce się bawić - najpierw musi przetarzać innego psiaka po glebie, pokazać mu, kto jest szefem, tu uszczypnąć, tam podgryźć.
Ot, wilczak.
A jednak ponowne spotkanie z psami, które poznał w okresie szczenięctwa wyglądało zupełnie inaczej.
Pisałam już wcześniej o wspólnej podróży z Blanką, amerykańskim bulldogiem którego Tito poznał prawie rok wcześniej. Psiaki spotkały się dwa razy, chwilę pobawiły, poszły na spacer. A potem nagle spotkały się znowu, w zupełnie obcym miejscu, w środku nocy, w dziwnie nerwowych okolicznościach.
I co?
Otóż nic. Nic się nie stało.
Radość z ponownego spotkania była wielka. Tito w stosunku do Blanki zachowywał się jak prawdziwy dżentelmen. Nie było podgryzania, tylko czułe buziaczki i wspólne przytulanki na tylnym siedzeniu auta.
Drugim psem, z którym Tito spotkał się po długiej, długiej przerwie, była Mia, czyli mój ulubiony border collie, cudny pies, którego znam od czasów pluszowej kulki.
Mia jest świetnie wychowanym borderem, ale... ale no właśnie, jest borderem. Nie jest wcale łatwym pieskiem. Jeśli chodzi o relacje z innymi psami potrafi być z niej niezła sucz.
Raczej na dystans z nią trzeba.
Tito do tego typu psów podchodzi na pełnym gazie. Co, zadyma? Chcesz się bić, chcesz się bić? No to hadża i do przodu! ... tymczasem z Mią czekała nas niespodzianka.
Podobnie jak przy pierwszym spotkaniu Mia nie była zainteresowana wspólnymi zabawami z wilczakiem. Natomiast Tito bardzo, bardzo się starał. Zapraszał ją ciągle do zabawy, ładnie wąchał te same źdźebełka trawy na wspólnych - smyczowych - spacerach, grzecznie się bawił "osobono", bez chamskiego wbijania w suczkę... był też jak najbardziej odwoływalny, gdy ganiał luzem. No i - przede wszystkim - cudownie odczytywał sygnały ostrzegawcze, które wysyłała Mia.
Gdy wreszcie pękły lody między nimi - oba psiaki zaczęły się ze sobą ładnie bawić.
Podobnie wyglądało przywitanie z innym poznanym w dzieciństwie borderem.
Joker, który nie przepada za większymi psami został nie tylko rozpoznany ale też radośnie przywitany. Tito był wręcz zdesperowany by się z nim pobawić, ale równocześnie zachowywał wymagany dystans.
Najwięcej Titowej miłości dostał jednak wilczak... wujek Lunek, którego Tito często spotykał przed wyjazdem z Polski. Wiedział, że wujkowi należy sprzedać kilka buziaczków i pokazać w miarę szybko podbrzusze. To chyba na wypadek, gdyby Lunek Titka nie pamiętał. Przyznam szczerze, że wyglądało to jak scena z filmu przyrodniczego o wilkach.
Również pamięć miejsc i ludzi - zaskakująco dobra, nawet kota któremu kiedyś Tito gonił kota przywitał w stylu "o stary, co tam u ciebie słychać, kopę lat chłopaku..."
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


















