czwartek, 12 lutego 2015

Rodzinne sprawy

Było o psich problemach, o strachach i o podróżowaniu... Ale przecież najpiękniejszą częścią naszej wyprawy do Polski było rodzinne spotkanie.
Moje rodzinne spotkanie, to jedno, ale rodzinne spotkanie Tito - to zupełnie inna sprawa. W ogóle, spotkanie innego wilczaka przez Tito do którego watahy należą głównie psy takie jak staffiki, haszczaki, akity, labradory i charty... To było jak Boże Narodzenie po raz drugi, tylko  w środku stycznia. Wielka radość i miłość. Wielkie szaleństwo.  
Tak po prawdzie Tito chyba doznał niewielkiego szoku na widok innych wilczaków.
Zacznijmy po kolei - najpierw spotkanie z Sexy we wrocławskiej Mleczarni, dość głośne, rozszczekane - wiecie jakie to uczucie, gdy nagle w knajpie zapada cisza i wszyscy, wszyscy po prostu gapią się na Ciebie? Ja wiem. Kasia o Sexy też wie :)
Mimo początkowych poburkiwań czy to zadziałał urok osobisty Titozaura, czy też wdzięk i klasa Sexy - nie wyproszono nas z knajpki. Nawet gdy przybyło wilczaków.

A nagle okazało się, że do knajpy przecież przyszła jeszcze daleka kuzynka Szaki (cud dziewczyna, młodzieńcza miłość Titozaura, zbaczcie sami - o tutaj ), czy wujek - a może kuzyn Lunar, który zajmował się wychowaniem Tito za szczeniaka (najlepszy przykład to chyba ten ;) ). Spotkania po latach nie należą do najłatwiejszych, wiadomo. Ale jakoś nasze psiaki dały radę. Tito nie tylko miał okazję wybrać się na romantyczny spacer z Szaki
Tito i Szaki, spotkać znów wilczaki

to jakby znowu było Boże Narodzenie

Święto w środku stycznia ;D
ale też oficjalnie przypomnieć się i przedstawić Lunarowi.
Jestem prawie pewna, że Tito pamiętał oba te psy z okresu szczenięctwa. Sposób w jaki przywitał się z wujkiem Lunkiem spowodował, że szczęka opadła mi na wrocławski bruk i długo długo nie mogłam się pozbierać.
Otóż mój pewny siebie wilczak, który każdemu innemu samcowi musi pokazać kto tu rządzi... na widok wujka Lunka przypadł do ziemi, podpełzł blisko i machając ogone pokazał brzuch a potem - potem próbował włożyć swój łeb prosto w paszczę Lunka... na szczęście oba psy były w kagańcach więc operacja ta była raczej nie do wykonania.
Widzieliście kiedyś na filmie przyrodniczym, jak witają się wilki z watahy?
Ja żałuję, że tych kilku minut nie nagrałam. Cudownie było zobaczyć jak to naprawdę działa, ta psia, czy wilcza mowa ciała. Jak wilczaki pokojowo rozwiązują konfliktowe sytuacje. Podkreślam pokojowo - siłowego rozwiązania wolałabym nie zobaczyć ;)

Oprócz wizyty w Mleczarni Tito udał się też na wizytę do swojego rodzinnego domu, spotkać królową matkę Kalinkę, starszą siostrę Lilkę, cud pannę... I dwóch urwisów - młodszych braci - Roszka, z którym później pojechać miał przez pół Europy, aż do zachodniej Anglii  i Bleu, czekającego jeszcze w hodowli na transport do Stanów Zjednoczonych...
Razem z całą watahą, Pawłem, Martą, Ewą, Przemkiem i Ritą wybraliśmy się na spacer po okolicznych polach... gdzie wilczaki szalały, oj szalały... Nawet okoliczni myśliwi uznali, że nie ma tam już nic dla nich do roboty, skoro na Wzgórzach Trzebnickich pojawiła się taka banda...




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

obraźliwe komentarze będą usuwane