Od ostatniego wpisu minął ponad
miesiąc... jednak brak notatek na blogu nie oznacza wcale, że życie
nam toczyło się cicho i spokojnie, czy też że nic się nie
działo.
Działo się, oj, działo...
Przede wszystkim Tito skończył pół
roku, zaliczył pierwszy semestr szkolenia z Nadine (Jaffa's School for Dogs), popisowo wykonując zestaw podstawowych komend – siad,
leżeć, zostań i zostaw – mimo, że obok wierciło się kilku
innych czworonogich i dwunogich studentów...
Tito zaliczył też ostrą biegunkę i
odwiedziny u szkockiego weterynarza, co omal nie skończyło się
moim bankructwem...
Mój mały wilczak przestał tak naprawdę być mały. W wieku sześciu miesięcy przerósł większość okolicznych psiaków. Wkroczył też w wiek gdy świat przestaje być miejscem zabaw i igraszek... zaczęły się w nim bowiem pojawiać Potwory.
Mój mały wilczak przestał tak naprawdę być mały. W wieku sześciu miesięcy przerósł większość okolicznych psiaków. Wkroczył też w wiek gdy świat przestaje być miejscem zabaw i igraszek... zaczęły się w nim bowiem pojawiać Potwory.
Owszem. Potwory, które spotykała
wcześniej siostrzyczka Cherrinka (przeczytać możecie tutaj), zawitały także do Edynburga...
Pierwszym takim Potworem był... Wielki
Czarny Worek. Dokładnie taki sam, jak te pełne smacznych
niespodzianek, które czasem nasi sąsiedzi zostawiają na klatce
schodowej. Dokładnie taki jak ten, do którego Tito tak rozpaczliwie
próbuje się dobrać przez ostatni miesiąc... w naszej kuchni!
Tyle, że Wielki Czarny Worek stał sobie pośrodku ulubionego parku.
Wyglądał złowrogo: dziwnie, niepokojąco... no i przede wszystkim
był całkowicie nie na miejscu! No bo gdzie park, a gdzie klatka
schodowa. Gdzie park, a gdzie upragniony kosz na śmieci?
Jak przystało na ostrożnego lecz
nieustraszonego wilczaka,Tito Wielki Czarny Worek obszczekał. Z
dystansu.
Obszczekał. Tak, tak, ponoć wilczaki
nie szczekają, ale ten nasz, chyba nigdy o tym nie słyszał.
No i dystans zachowywał z uporem –
nie podejdę i już. Ani smaczek, ani słowna zachęta nie były w
stanie go przekonać. Pociągnięcie smyczą w przypadku tego
uparciucha można skreślić z miejsca. Nic z tego, posiedzę tu
sobie, niech się wali i pali... Technika „obejścia Potwora
bokiem” i „podejście z innej strony” też nie zadziałała...
Całkiem jakby Titowi ktoś zakopał ogon w alejce parkowej.
Postanowiłam więc wykazać się
odwagą, zostawiłam Ticiaka na komendę „czekaj” i – z duszą
na ramieniu, bo a nuż wilczak uzna, że to moment kiedy należy
oddalić się w nieznanym kierunku – zbliżyłam się do Potwora...
Wielki Czarny Worek pełen był zeschniętych liści. Sprawdziłam
dokładnie.
Do tej pory nie wiem, czy to moja odwaga zachęciła szczeniaka, czy może przywołanie zadziałało jak trzeba.... czy też Tito wykombinował, że jeśli w Pot-worku jest coś jadalnego, to ja to mu zabiorę, jak to już kilka razy bywało ze zwykłymi workami... faktem jest, że Tito nie tylko do worka się zbliżył, ale też wsadził w niego łeb i spróbował rozszarpać go i roznieść na wszystkie strony.
Do tej pory nie wiem, czy to moja odwaga zachęciła szczeniaka, czy może przywołanie zadziałało jak trzeba.... czy też Tito wykombinował, że jeśli w Pot-worku jest coś jadalnego, to ja to mu zabiorę, jak to już kilka razy bywało ze zwykłymi workami... faktem jest, że Tito nie tylko do worka się zbliżył, ale też wsadził w niego łeb i spróbował rozszarpać go i roznieść na wszystkie strony.
Kolejnymi Potworami byli ludzie. Ludzie
w dziwnych pozach. Ćwiczący na łące mężczyzna – został
obszczekany. Wiążąca buta dziewczyna – obszczekana... na
szczęście w obu przypadkach Potwory okazały się bardzo przyjazne
i chętne do zabawy. Potworna Pani owinięta wielkim szalikiem dała
nawet Ticiakowi smrodliwego smaczka...
Największym problemem okazała się...
sztuczna krowa.
Pozostałość po edynburskiej CowParade z 2006 roku. Stoi sobie taka jedna w kawiarnio-galerii obok
jednego z parków do którego chodzimy na spacery... Tito spostrzegł
ją, przez przeszklone drzwi ostatniego wieczora...
Obszczekał... to mało powiedziane.
Burczenie, szczekanie, warczenie brzmiało zupełnie nie po
szczeniacku. I niosło się po całej ulicy. Trzy razy przeszliśmy
obok przeszklonych drzwi, a Tito wciąż nie mógł się uspokoić.
Wreszcie, uzbrojona w super-kięłbaskę zdecydowałam się wejść z
psiakiem do środka i najwyżej tłumaczyć się potem z tego srogo.
Tito uspokoił się dopiero wtedy, gdy
zobaczył, że głaszczę krowę po rogach. Podszedł wtedy
grzecznie, obwąchał, pomerdał ogonem, zjadł smaczka i... poszedł
się witać z innym szczeniakiem. Nie tylko Potwór okazał się
kompletnie niegroźnym, ale też odkryliśmy, że miejsce jego
zamieszkania jest kolejnym przyjaznym dla psów lokalem.
Na pewno lista naszych Potworów jeszcze się wydłuży. Żeby nie było wątpliwości - walczyć z nimi będziemy do upadłego!
Spoko, spoko. Dacie radę, ale jest to wkurzające okropnie. Co do szczekania, to szczekają, oj szczekają. Cherrinka bardzo ładnie umie ;)
OdpowiedzUsuńAle i ochoczo gada - wyje, jak ma do mnie o coś pretensje:)
Rozśmieszyło mnie "zaprzyjaźnianie" Tito ze sztuczną krową :D
OdpowiedzUsuń