Tito kocha wszystkie zabawy węchowe. Poczynając od szukania granulek suchej karmy rozsypanej w trawie, poprzez przynoszenie zabawek, które chowam przed nim, gdy on niby cierpliwie czeka w innym pokoju, aż po szukanie miejsc, ludzi i psów.
Tito, szukaj to nasza ulubiona komenda. Działa praktycznie na wszystko i prawie przy każdej okazji. Na tą komendę nos Titozaura wędruje w dół i zaczyna pracować. A nos ten jest naprawdę potężnym narzędziem.
Jakiś czas temu wybraliśmy się na spacer do jednego z okolicznych parków. Mieliśmy tam umówioną randkę ze Wspaniałym Ryśkiem - pięknym haszczakiem i równocześnie jednym z ulubionych kumpli Titozaura - oraz z jego panią Monią.
Jakoś źle pocelowałam w godzinę i przyszłam do parku kilkanaście minut za wcześne. Telefon padł, a właśnie zaczynała się burza śniegowo-gradowa. Co tu robić?
Przypomniało mi się, że Monia z Ryśkiem mieszkają niedaleko, ot w uliczce obok, raz nawet byłam u nich na minutkę, ale nie znałam adresu, nie więdząc więc który to budynek (że o mieszkaniu już nie wspomnę) postanowiłam zdać się na cudowny psi nos...
Tito oczywiście nie miał zielonego pojęcia dokąd idziemy, ale gdy wprowadziłam go we właściwą uliczkę i zapytałam gdzie jest Rysiek? Tito szukaj Rysia - okazał się urodzonym tropicielem.
Nie tylko wybrał właściwą bramę jakieś sto metrów dalej, ale również bez wahania pokonał łapą niedomykające się drzwi z domofonem. Po czym zaciągnął mnie po schodach na górę. Chwilkę zamarudził na pierwszym piętrze, potem jednak wybrał się na kolejne, gdzie szaleńczym merdaniem ogona przywitał wilgotny ręcznik i w końcu skoczył na drzwi jednego z kilku mieszkań.
Wtedy zwątpiłam... Muszę przyznać, iż pomyślałam sobie, że nie był to mój najlepszy pomysł. No bo co ja właściwie robię? Komuś się do domu pakuję? Jeszcze do tego z psem który wygląda jak wilk, cały jest mokry i nakręcony na zabawę... A jeśli właściciel tego mieszkania nie lubi psów? Albo na przyład ma kota?
Ale po drugiej stronie drzwi usłyszałam cichutkie, subtelne drapanie.
No nie to musiał być Rysiek, żaden inny pies nie ma w sobie tyle gracji. Tylko on mógłby drapać z takim wdziękiem i taktem...
Ale jeśli to jednak kot... ? Będziemy udawać, że pomyliliśmy mieszkania! Zresztą, co tam! Żadne udawać, przecież rzeczywiście pomyliliśmy! Trzeba tylko zapukać i się przekonać.
Ile radości, ile miłości, jakież szaleństwo dzikie, gdy się chłopaki spotkały na klatce schodowej. A Monia - tak jak i ja - była nieźle zaskoczona.
W nagrodę Tito poszedł na spacer z Ryszardem, spacer w zadymce. I mógł ganiać się do woli po nagle opustoszałym, wybielonym parku.
A przy następnej wizycie w tej samej uliczce już bez zastanowienia zaciągnął mnie pod właściwą bramę, a potem jakby zdziwiony był i rozczarowany, że nie tego od niego oczekiwałam...
Ech, ten mój wilczak.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
obraźliwe komentarze będą usuwane