Początek października, to taki moment, kiedy możemy sobie chwilkę odetchnąć. Pieskowa szkoła dopiero za dwa tygodnie, od pracy urlop a do Edynburga przyjechał bardzo specjalny gość, Christine z bułgarskiej hodowli wilczaków
Shadowlands.
Relacji zdjęciowej z tego spotkania niestety nie będzie, a szkoda, bo był to dzień długich spacerów, nowych miejsc i fajnych rozmów. Tego dnia razem z Tito i Christine uprawialiśmy intensywną socjalizację... Odwiedziliśmy centrum miasta i bardzo ruchliwy dworzec kolejowy (zaliczona przejażdżka schodami ruchomymi, które kiedyś zupełnie Titka nie ruszały, a teraz... cóż, trochę jednak go stresują,
no bo jak to? schody po których się nie wchodzi ani nie schodzi???), gwarną kawiarenkę (
mogę tego rogalika? mogę? no jak nie mogę, to może sobie poleżę, o tu po środku, zajmując całą podłogę.... a ci klienci co by się chcieli jeszcze napić kawy? zjeść rogalika? a niech sobie nade mną chodzą.... przecież nie jestem taki duży, żeby się nie dało jednym susem mnie przeskoczyć...), nasz ulubiony brzeg rzeki (gdzie klasycznie już szalone skakanie, ganinie i trochę nawet pływanie), i lokalny park (
pobiegłem za tą wiewiórką w krzaki, ale wróciłem jak mnie zawołali, i wcale nie zagryzałem Kajtka, tylko fajnie żeśmy się bawili, jak to wilczak z pudlo-rodezjanem) i knajpkę (o znamiennej nazwie Woodland Creatures, Tito idealnie się wpasował w klimat tego pub'u).
Tego dnia nasz mały czechosłowacki wilczak zachowywał się idealnie. Usłyszeliśmy wiele dobrych słów, Tito dostał całą masę miłości i pochwał, oficjalnie też został zaadoptowany przez Christine, jako jej przybrany polsko-szkocki synek...
Oj, dobrze by to było, żeby ten nasz szczeniak pozostał takim fajniakiem, miziakiem pluszakiem, słodziakiem jak jest teraz.