Mieszkamy blisko centrum, jest więc ruch, jest hałas, jest dużo różnych sytuacji, czasem fajnych, czasem mniej.
Co tu dużo pisać. Każdy przecież wie, jak to jest.
Jeśli pójdziemy na spacer wzdłuż jednej z bardziej ruchliwych ulic - Tito zmienia się w psa tropiącego. Z nosem przy ziemi najpierw prowadzi mnie do śmietników, potem do tej bramki gdzie zazwyczaj spotykamy kota. Jego ukochanym miejscem jest oczywiście pub z pomarańczowymi drzwiami, wiecie, ten za rogiem, ten gdzie można z psami, gdzie barmanki uwielbiają Tito i zawsze mają dla niego jakiś smaczek. Tito niestety nie zna się na zegarku, więc czasem rano popiskuje pod drzwiami pubu, licząc na to, że może wejdziemy, na pinte piwa i jakiegoś psiego krakersa... cóż, młody jest, ale wie co dobre :)
Kilka metrów dalej zaczynają się lokalne sklepiki, kawiarenki i fast food'y, wszystkie one oczywiście sprzedają jedzenie na wynos... Zazwyczaj gdzieś tam w ich okolicy się wala - zapomniana stara frytka, kawałek bułki, puszka po red bull'u, skórka od banana albo... guma do żucia. Tito jest mistrzem w wyszukiwaniu takich przysmaków.
Jeśli jednak po wyjściu z domu skręcimy w prawo, i pójdziemy jeszcze kilka metrów, tam gdzie drzewa i schodki - trafimy do małego ulicznego parku. Ogrodzonego z każdej strony, podzielonego na dwie części, tą dla dzieci i sportowców - z placykiem zabaw i boiskiem, i tą drugą, gdzie spotykają się psiarze. Jest tam dużo trawy, kilka ławek, jakaś alejka, kilka dziur, kilka zagubionych patyków, rozszarpanych piłek do tenisa... i masa, cała masa psów biegających bez smyczy, aczkolwiek wciąż pod czujną kontrolą ich przewodników.
Jeśli pójdziemy na spacer wzdłuż jednej z bardziej ruchliwych ulic - Tito zmienia się w psa tropiącego. Z nosem przy ziemi najpierw prowadzi mnie do śmietników, potem do tej bramki gdzie zazwyczaj spotykamy kota. Jego ukochanym miejscem jest oczywiście pub z pomarańczowymi drzwiami, wiecie, ten za rogiem, ten gdzie można z psami, gdzie barmanki uwielbiają Tito i zawsze mają dla niego jakiś smaczek. Tito niestety nie zna się na zegarku, więc czasem rano popiskuje pod drzwiami pubu, licząc na to, że może wejdziemy, na pinte piwa i jakiegoś psiego krakersa... cóż, młody jest, ale wie co dobre :)
Kilka metrów dalej zaczynają się lokalne sklepiki, kawiarenki i fast food'y, wszystkie one oczywiście sprzedają jedzenie na wynos... Zazwyczaj gdzieś tam w ich okolicy się wala - zapomniana stara frytka, kawałek bułki, puszka po red bull'u, skórka od banana albo... guma do żucia. Tito jest mistrzem w wyszukiwaniu takich przysmaków.
Jeśli jednak po wyjściu z domu skręcimy w prawo, i pójdziemy jeszcze kilka metrów, tam gdzie drzewa i schodki - trafimy do małego ulicznego parku. Ogrodzonego z każdej strony, podzielonego na dwie części, tą dla dzieci i sportowców - z placykiem zabaw i boiskiem, i tą drugą, gdzie spotykają się psiarze. Jest tam dużo trawy, kilka ławek, jakaś alejka, kilka dziur, kilka zagubionych patyków, rozszarpanych piłek do tenisa... i masa, cała masa psów biegających bez smyczy, aczkolwiek wciąż pod czujną kontrolą ich przewodników.
Nasz psi park. Po sąsiedzku. Fenomenalne miejsce do zabaw, treningu i psiej socjalizacji.
Kilka filmików z tego miejsca - miłego oglądania.
Tito i Mia
Tito, Buddy i Charlie
Tito i cała paczka (Cooper, Navy, Mishka, Charlie II)
Widziałam kiedyś (dawno temu) taki park dla psów we Wrocławiu, w okolicy najbardziej na świecie obesranej ulicy Jedności.
Park był ogrodzony, to dobrze. Był też tam kosz na psie odchody. Super fajnie.
I tu się niestety kończą plusy.
Wrocławski psi park był nie większy od mojej sypialni. Nie było w nim ani skrawka murawy, krzaczka, ławki czy drzewka. Tylko błoto, śmieci i psie kupy wszędzie (bo postawienie kosza nie oznacza zmienienia ludzkiej mentalności).
Park był ogrodzony, to dobrze. Był też tam kosz na psie odchody. Super fajnie.
I tu się niestety kończą plusy.
Wrocławski psi park był nie większy od mojej sypialni. Nie było w nim ani skrawka murawy, krzaczka, ławki czy drzewka. Tylko błoto, śmieci i psie kupy wszędzie (bo postawienie kosza nie oznacza zmienienia ludzkiej mentalności).
Tak jak zaznaczyłam, park ten widziałam dawno, więcej niż pięć lat temu, więc może do tej pory coś tam się zmieniło...
Jak to wygląda w innych krajach i miastach nie mam pojęcia. Coś może wiecie na ten temat?
Aaa moja Mija wpadła do tego parku psiego i by zaraz ustawiała :)
OdpowiedzUsuń