piątek, 13 września 2013

Kości... (część II)

Jakiś czas temu było o kości... no więc z jedzeniem - czy raczej z zabieraniem Ticiakowi ukochanych kąsków czy śmieciowych znalezisk - radzimy sobie całkiem nieźle.
Ale trenujemy dalej, bo podobno z wilczakiem robota nigdy się nie kończy... A i Titowi zdarza się burknąć czasem, gdy próbuję mu zabrać coś, co od dłuższego czasu już sobie obgryzał  i wkręcił się w to obgryzanie na amen. Na szczęście zaraz potem przypomina sobie, że jak ja mu ten jego skarb przytrzymam, to jest w sumie całkiem wygodnie, także jakby łatwiej, więc merdając ogonem bierze się znowu do pracy.
Poniżej dwa filmiki o tym jak Tito z zachwytem ciamka sobie wołową kość.
Smacznego.

4 komentarze:

  1. Kocham wilczaki czechosłowackie, a także wilczaki saarloosa <3 Tito jest przepiękny! Hodowcy tych wilczaków mówili mi, że są trudne do wychowania. Czy to prawda?
    Zapraszam na mój blog: zew-polnocy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem, przekonam się jak wychowam Tito:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ma 5 i pół miesiąca. To szczeniaczek:)

    OdpowiedzUsuń

obraźliwe komentarze będą usuwane