niedziela, 4 sierpnia 2013

Podróżować jest bosko!

Martwiłam się o tą naszą podróż do UK jakby na zapas... a z drugiej strony cieszyłam się na tą trasę, myśląc sobie, samochód, pociąg, nowe miejsca, nowi ludzie, dla Titka to dopiero będzie socjalizacja :)
Chciałam, żeby wszystko poszło dobrze, tymczasem poszło nie tyle dobrze, co wspaniale. Jak śpiewała kiedyś Ewa Demarczyk - podróżować, podróżować jest bosko!
Razem z Ewą i Malo, oraz mamą Kalinką i siostrą Lilką przejechaliśmy przez Niemcy, Holandię, Belgię... aż do północnej Francji. Po drodze odwiedziliśmy Fundację Saartje, zajmującą się problemem karłowatości wśród psów, założoną po to by informować hodowców i wspierać leczenie zwierząt dotkniętych tą chorobą. Po krótkiej drzemce razem z Ewą i Tito przeprawiliśmy się Eurotunelem przez Kanał La Manche. Z drobnymi przygodami po trasie, ale całkiem bezproblemowo. W Dover mieliśmy jeszcze czas na krótki spacer po słynnych białych klifach. Po czym już tylko we dwoje - ja i Tito, wsiedliśmy do pociągu...
Muszę przyznać że w Dover zaczęła się dla mnie ta część podróży, o którą martwiłam się najbardziej. Najpierw godzinna trasa do Londynu, potem przesiadka i jeszcze... prawie pięć godzin do Edynburga. Pięć godzin dla trzy i pół miesięcznego szczeniaka to jest... no to jest przynajmniej jedna kupa i ze dwa siku, tak sobie myślałam. Co więcej Tito nigdy wcześniej nie podróżował pociągiem, a z dawniejszych czasów pamiętam aż za dobrze jak przykrym doświadczeniem może się to okazać dla psiaka...
A więc uzbrojona w masę papierowych ręczników, woreczków foliowych i nawilżanych chusteczek zajęłam nasze miejsce w pociągu... na szczęście moi towarzysze podróży byli wyjątkowo tolerancyjni, powiedziałabym wręcz - przyjacielsko nastawieni do podróżowania z pieskiem.
Starsza pani która towarzyszyła nam przez większość trasy postanowiła sobie nawet zapisać angielską nazwę rasy, ktoś inny podzielił się z Titkiem pustą plastikową butelką (wiadomo, nie ma lepszego gryzaka na świecie), obsługa pociągu bardzo małego chwaliła, szczególnie, że miewali często różne przykre sytuacje z psami...
Warto by tu wspomnieć, że w UK psy jeżdżą pociągami za darmo. Nie ma też obowiązku trzymania ich w kagańcach. Oczekuje się natomiast, że będą niekłopotliwymi współpasażerami, oraz że ich właściciele będą w stanie kontrolować ich zachowanie (psy powinny być na smyczy).
Podobne wymogi stawiają miejskie linie autobusowe w Edynburgu. Tu również można psiaka zabrać ze sobą za darmo...
Do tych drobnych, miłych niespodzianek które mnie spotkały, należy też dodać tą, że Tito dzielnie wytrzymał całą trasę, a zawartością swoich jelit i pęcherza udekorował dopiero edynburską stację kolejową.
Dzięki słodziaku, dzięki, że nie zrobiłeś tego wcześniej, bardzo cię kocham za to, że wiesz kiedy, że wiesz co!

Kalinka, Lilka i Tito...

Grzeczny pies hotelowy

Spacerując po klifach w Dover

W pociągu do Londynu (fot.Ewa)

W Edynburgu za to podróżujemy autobusami

Przejechaliśmy razem jakieś 2000 kilometrów... jak sądzę, dla trzy i pół miesięcznego szczeniaczka to jest całkiem spora trasa... nawet jak na wilczaka! Dla mnie to była świetna przygoda. Udowodniłam sobie, że nie ma tak, że czegoś nie można. Jak się bardzo czegoś chce, to się da radę.
Ze wszystkim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

obraźliwe komentarze będą usuwane