niedziela, 29 września 2013

Jesienne spacery

Wrzesień tego roku jakiś łaskawy, więc w cieplejsze dni wędrujemy często nad rzekę... Wzdłuż Water of Leith ciągnie się długi szlak, idealny na rowerowe wycieczki czy długie spacery z psem.
Tito ma tu swoje ulubione miejce - taki dziki zakątek w samym sercu miasta - gdzie może poskakać sobie wśród zeschniętych liści, pokopać doły, popływać w rzece czy powęszyć w krzaczorach... ot, po prostu: pobyć szczęśliwym szczeniakiem.
Jeszcze nie wiem, jak to zrobić, by łatwo i przyjemnie kilka klipów połączyć w jeden... ale zapraszam do oglądania ;)

piątek, 13 września 2013

Kości... (część II)

Jakiś czas temu było o kości... no więc z jedzeniem - czy raczej z zabieraniem Ticiakowi ukochanych kąsków czy śmieciowych znalezisk - radzimy sobie całkiem nieźle.
Ale trenujemy dalej, bo podobno z wilczakiem robota nigdy się nie kończy... A i Titowi zdarza się burknąć czasem, gdy próbuję mu zabrać coś, co od dłuższego czasu już sobie obgryzał  i wkręcił się w to obgryzanie na amen. Na szczęście zaraz potem przypomina sobie, że jak ja mu ten jego skarb przytrzymam, to jest w sumie całkiem wygodnie, także jakby łatwiej, więc merdając ogonem bierze się znowu do pracy.
Poniżej dwa filmiki o tym jak Tito z zachwytem ciamka sobie wołową kość.
Smacznego.

środa, 11 września 2013

T in The Park

Tytuł posta lekko mylący, bo nie będzie o festiwalu muzycznym tylko o... okolicznych atrakcjach dla psów.

Mieszkamy blisko centrum, jest więc ruch, jest hałas, jest dużo różnych sytuacji, czasem fajnych, czasem mniej.
Co tu dużo pisać. Każdy przecież wie, jak to jest.

Jeśli pójdziemy na spacer wzdłuż jednej z bardziej ruchliwych ulic - Tito zmienia się w psa tropiącego. Z nosem przy ziemi najpierw prowadzi mnie do śmietników, potem do tej bramki gdzie zazwyczaj spotykamy kota. Jego ukochanym miejscem jest oczywiście pub z pomarańczowymi drzwiami, wiecie, ten za rogiem, ten gdzie można z psami, gdzie barmanki uwielbiają Tito i zawsze mają dla niego jakiś smaczek. Tito niestety nie zna się na zegarku, więc czasem rano popiskuje pod drzwiami pubu, licząc na to, że może wejdziemy, na pinte piwa i jakiegoś psiego krakersa... cóż, młody jest, ale wie co dobre :)
Kilka metrów dalej zaczynają się lokalne sklepiki, kawiarenki i fast food'y, wszystkie one oczywiście sprzedają jedzenie na wynos... Zazwyczaj gdzieś tam w ich okolicy się wala - zapomniana stara frytka, kawałek bułki, puszka po red bull'u, skórka od banana albo... guma do żucia. Tito jest mistrzem w wyszukiwaniu takich przysmaków.

Jeśli jednak po wyjściu z domu skręcimy w prawo, i pójdziemy jeszcze kilka metrów, tam gdzie drzewa i schodki - trafimy do małego ulicznego parku. Ogrodzonego z każdej strony, podzielonego na dwie części, tą dla dzieci i sportowców - z placykiem zabaw i boiskiem, i tą drugą, gdzie spotykają się psiarze. Jest tam dużo trawy, kilka ławek, jakaś alejka, kilka dziur, kilka zagubionych patyków, rozszarpanych piłek do tenisa... i masa, cała masa psów biegających bez smyczy, aczkolwiek wciąż pod czujną kontrolą ich przewodników. 
Nasz psi park. Po sąsiedzku. Fenomenalne miejsce do zabaw, treningu i psiej socjalizacji. 

Kilka filmików z tego miejsca - miłego oglądania.
Tito i Mia
Tito, Buddy i Charlie
Tito i cała paczka (Cooper, Navy, Mishka, Charlie II)

Widziałam kiedyś (dawno temu) taki park dla psów we Wrocławiu, w okolicy najbardziej na świecie obesranej ulicy Jedności.
Park był ogrodzony, to dobrze. Był też tam kosz na psie odchody. Super fajnie.
I tu się niestety kończą plusy.
Wrocławski psi park był nie większy od mojej sypialni. Nie było w nim ani skrawka murawy, krzaczka, ławki czy drzewka. Tylko błoto, śmieci i psie kupy wszędzie (bo postawienie kosza nie oznacza zmienienia ludzkiej mentalności).
Tak jak zaznaczyłam, park ten widziałam dawno, więcej niż pięć lat temu, więc może do tej pory coś tam się zmieniło... 
Jak to wygląda w innych krajach i miastach nie mam pojęcia. Coś może wiecie na ten temat?